Syndrom „tłustych kotów”

Prof. Antoni Kamiński analizuje przyczyny nepotyzmu w polskiej polityce.

Andrzej Grajewski: Jarosław Kaczyński nepotyzm z udziałem działaczy własnej partii określił mianem „syndromu tłustych kotów”. Czy zaangażowanie w politykę może być źródłem bogacenia się polityków i ich rodzin?

Antoni Kamiński: Polityka może wzbogacać w różnym rozumieniu tego słowa: moralnie czy intelektualnie, ale także w sensie materialnym, i tu jest problem. Postawił go kiedyś w głośnym eseju „Polityka jako zawód i powołanie” Max Weber. Jest polityk, który angażując się w działania polityczne, chce zrobić coś dla ludzi, działa pro publico bono. Inna jest sytuacja, kiedy ktoś angażuje się w politykę, traktując ją jako zawód. Jednak nawet traktując politykę jako powołanie, po pewnym czasie człowiek nabywa umiejętności i postaw, które pozwalają go traktować jako zawodowego polityka. Nie ma nic nagannego w tym, że niektórzy ludzie stają się po pewnym czasie zawodowymi politykami. Problemem jest sposób, w jaki ten zawód wykonują, i gdzie znajdą w swej aktywności optymalny punkt między prywatnym interesem a interesem publicznym.

Problem dotyczy nie tylko polityków, ale także ich rodzin.

Jesteśmy ludźmi podatnymi na różne pokusy. Dlatego jeśli się pojawiają, a nie wiążą się z jakimiś dolegliwymi kosztami moralnymi, część polityków temu ulega. Noblista z ekonomii Douglass North napisał, że jeżeli system bodźców w organizacji nagradza zachowania łupieżcze, to jej członkowie szybko staną się łupieżcami. Jeśli nagradza zachowania innowacyjne, nastawione na podnoszenie innowacyjności, a pisał o przedsiębiorstwach, to ludzie będą się zachowywać odpowiednio, aby za to być nagradzanymi. Przekładając to na system polityczny, należy zapytać, czy działający w nim ludzie mają być nagradzani za to, że działają na rzecz interesu publicznego, bez względu na ewentualne koszty własne, czy za to, że są mierni, bierni, ale wierni linii partii.

Według wicepremiera Sasina spółek z udziałem skarbu państwa jest 800, co daje 4200 stanowisk w ich radach nadzorczych lub zarządach. To dużo?

Wszystko jest względne, bo są to pieniądze publiczne i często nie wiadomo, za co ci ludzie je dostają. Ale nie jest to pełny obraz. Do tego trzeba dodać stanowiska administracyjne na różnych szczeblach organizacji państwa, różnego rodzaju spółki komunalne, które znajdują się w gestii samorządów, itp. Są to dziesiątki tysięcy stanowisk do obsady przez gremia polityczne.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
8°C Wtorek
noc
8°C Wtorek
rano
13°C Wtorek
dzień
14°C Wtorek
wieczór
wiecej »