Coś, co sprawdziło się przed kilkudziesięciu laty, niekoniecznie musi „działać” dziś.
Urlop w górach. Po raz kolejny wyruszyłem na Wysoką w Małych Pieninach. Wyprawa sentymentalna. Tą samą trasą wędrowałem przed przeszło pięćdziesięciu laty, będąc górskim nowicjuszem. Ależ to była wyrypa. Nad Homolami błoto, tymczasem my w trampkach, bo nic innego nie było. Zdarzało się krok do przodu, dwa do tyłu. Spodnie upaprane, bo o stuputach nikt nie słyszał. Dopiero po kilku latach udało się kupić tak zwane traktory, produkowane w Podhalu Nowy Targ. Ale mieć je, a umieć utrzymać, to dwie różne rzeczy. Zatem eksperymentowaliśmy z suszeniem, nacieraniem odpowiednią pastą do butów, opracowywaliśmy sposoby konserwacji. Ochraniacze zrobiła na drutach, z wełny, siostra cioteczna.
Wspomnienia miłe, ale dziś z podobnym ekwipunkiem w góry bym nie wyruszył. Przeciwnie, odnawiając każdego roku sprzęt śledzę nowinki, coś dokupuję, a młodym doradzam, wyjaśniam czym różni się zwykła podeszwa od wibramowej; na jakie parametry patrzeć kupując wodoodporną kurtkę; wyższa cholewka czy niższa; jaki plecak na wyprawy w niższe partie, a jaki w wyższe; dlaczego jeansy nie są najlepszym rozwiązaniem dla chłopaków a stopki w butach dla dziewczyn. Przy czym podkreślam, że odpowiednia odzież i sprzęt jeszcze wytrawnym turystą nie czynią. O tym decyduje technika i górskie doświadczenie. Dlatego dobry przewodnik (niekoniecznie z blachą) uczy stawiać stopę, oddychać idąc pod górę, radzić sobie z ekspozycją, jak zachować się tam, gdzie są łańcuchy i klamry, dostosować tempo do najsłabszych, nie zostawiać na szlaku zmęczonych, wiedzieć kiedy podjąć decyzję o wycofaniu ze względu na trudność czy pogodę. W przeciwieństwie do sprzętu tu akurat zasady są niezmienne.
Pisząc o tym nie zamierzam otwierać na wiara.pl szkółki górskiej. Choć zapewne, wspólnie z redaktorem Macurą, z wieloma moglibyśmy podzielić się swoim doświadczeniem. Raczej widzę analogię do wspólnoty powołanej, by dążyć „do tego, co w górze”, piąć się „wąską i stromą ścieżką”, dążyć do „miasta na górze”. Wezwanej do odczytywania znaków czasu i równocześnie mierzącej się z pokusą sentymentalnego powrotu do założonych podczas pierwszej wędrówki trampków. Bo wtedy było tak pięknie i daliśmy radę, świetna atmosfera, radość na twarzach. Coś, co sprawdziło się przed kilkudziesięciu laty, niekoniecznie musi „działać” dziś. Przy czym nie wolno zapomnieć, że – jak w przypadku górskich wędrówek – jest coś, co się nie zmienia. Mówił o tym podczas wrocławskich Dni Duszpasterskich Abp Józef Kupny: „Wiemy, że tam, gdzie kapłan i świeccy wierni angażują się, chcą i działają, tam słupki idą w górę. Musimy ludziom poświęcać czas. Po latach moi uczniowie, których uczyłem religii w salkach przy parafii, pamiętają mnie i te lekcje, ale to ci, którym poświęciłem więcej czasu. To dużo mówi”.
Zmienia się epoka, stajemy przed nowymi wyzwaniami, mamy do dyspozycji nowe środki przekazu. Ale aplikacje, konta na Tik-Toku i YouTube z jednej, nawoływanie do pielęgnacji tego, co kiedyś było dobre z drugiej, nie są rozwiązaniem. Jedno pozostaje niezmienne. Poświęcony człowiekowi czas. Dlatego tak ważne są minuty spędzone nie tylko w konfesjonale, także przed kościołem, spacery po cmentarzu gdzie można porozmawiać z parafianami, wyprawy rowerem, wspólne biesiadowanie, cierpliwość w słuchaniu, wyrozumiałość wobec zbuntowanych, łagodność dla wracających. Dać swój czas i dać czas na wzrost, dojrzewanie, zdobywanie umiejętności. To pedagogika biblijna. Bóg inaczej mówił przez Mojżesza, inaczej przez proroków, inaczej przez swojego Syna, inaczej przez Apostoła Pawła. Ale zawsze był Bogiem pośród swego ludu. Umacniał go i umacnia dziś przede wszystkim swoją obecnością.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Wyłączeni z nowych restrykcji wizowych będą urzędnicy palestyńskiej misji przy ONZ.
Uroczystości pogrzebowe zgromadziły duchowieństwo i przedstawicieli władz.
Inauguracja: 31 sierpnia 2025 roku koncertem w Kościele św. Józefa w Chorzowie.