Bliski Wschód: Cieśnina Ormuz nadal zamknięta, walki w Libanie trwają

Trzeci dzień rozejmu.

W trzecim dniu rozejmu uzgodnionego przez USA i Iran po niemal sześciu tygodniach walk tankowce nadal nie przepływają przez cieśninę Ormuz, a Izrael kontynuuje ataki w Libanie. Przed kolejną rundą rozmów strony podtrzymują rozbieżne stanowiska.

Stany Zjednoczone i Iran uzgodniły we wtorek wieczorem dwutygodniowe zawieszenie broni. Obecna sytuacja jest traktowana jako pauza operacyjna przed możliwym wznowieniem walk, jeśli rozmowy zaplanowane na sobotę i niedzielę w Islamabadzie nie przyniosą przełomu - ocenia Eric Lob z programu Carnegie Middle East Program wypowiadający się dla think tanku Carnegie Endowment for International Peace. Według różnych źródeł początek rozmów planowany jest na piątek lub sobotę.

Realia w cieśninie Ormuz pozostają dalekie od normalizacji. Przed wybuchem wojny przepływało tam dziennie 120-140 statków, a obecnie liczba przepływających jednostek nie przekracza kilku dziennie.

W Zatoce Perskiej wciąż znajduje się ponad 600 statków, w tym 325 tankowców, które nie mogą opuścić regionu z powodu faktycznej blokady Ormuzu - poinformował w piątek emiracki magazyn "Gulf News". Armatorzy wstrzymują kolejne rejsy w obawie przed minami, które mogły zostać rozmieszczone w Ormuzie przez Iran.

Dodatkowo Teheran wprowadził obowiązek uzyskiwania zgody irańskiej armii na przepłynięcie, co oznacza nowy poziom kontroli, której kraj ten nie posiadał przed wojną. Pojawiają się też doniesienia o pobieranym przez Iran mycie w wysokości co najmniej 1 dolara za baryłkę, co w przypadku tankowca typu VLCC oznacza około 2 mln dolarów za rejs. Pojawiają się doniesienia, że Iran chce uczynić z tego stałe źródło dochodów.

Początkowo Teheran zgodził się na otwarcie cieśniny, ale kilka godzin po wejściu w życie rozejmu z USA ogłosił ponowne jej zamknięcie w reakcji na izraelskie naloty w Libanie. Strony różnią się w ocenie zakresu porozumienia - USA i Izrael twierdzą, że nie obejmuje ono Libanu, natomiast Iran uznaje działania tam za naruszenie umowy i podstawę do blokady szlaku.

Jeszcze w pierwszej dobie po ogłoszeniu rozejmu Teheran kontynuował uderzenia w regionie, kierując je m.in. przeciwko Kuwejtowi, Bahrajnowi i Zjednoczonym Emiratom Arabskim. Irański dron zaatakował m.in. saudyjski rurociąg East-West, prowadzący do Morza Czerwonego, który po zablokowaniu cieśniny Ormuz pozostaje kluczową trasą eksportu saudyjskiej ropy.

Już kilka godzin po ogłoszeniu rozejmu Izrael przeprowadził naloty na Bejrut i inne regiony kraju; w pierwszej dobie zginęło ponad 300 osób. Izraelskie lotnictwo systematycznie niszczy cele uznawane za infrastrukturę Hezbollahu, odpowiadając na ostrzał północnego Izraela, w tym na obszary gęsto zaludnione. Siły izraelskie wciąż zajmują około 10-kilometrowy pas terytorium w południowym Libanie, a liczba przesiedlonych Libańczyków sięga ok. 1,1 mln osób.

Wspierany przez Iran Hezbollah, w sytuacji gdy Izrael nie zaprzestał działań, nadal prowadzi ostrzał północnego Izraela. Ofensywa przeciwko Hezbollahowi ma być według izraelskich dowódców kontynuowana aż do jego rozbrojenia.

W przyszłym tygodniu w Waszyngtonie mają się spotkać ambasadorowie Izraela i Libanu z amerykańskimi wysłannikami. Strona libańska zabiega o tymczasowy rozejm, który umożliwiłby dalsze rozmowy, jednak Hezbollah - pozostający poza kontrolą władz w Bejrucie - odrzuca bezpośrednie negocjacje z Izraelem. Nie jest jasne, na jakie ustępstwa gotowy jest Izrael, który kontynuuje uderzenia na terytorium Libanu.

Kolejna runda amerykańsko-irańskich rozmów pokojowych zaplanowana jest na sobotę. Delegacji USA ma przewodzić wiceprezydent J.D. Vance, któremu towarzyszyć będą specjalny wysłannik ds. misji pokojowych Steve Witkoff i zięć Trumpa Jared Kushner.

Stronie irańskiej mają przewodzić minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi oraz przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf; obecni mają być również przedstawiciele Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Głównym mediatorem jest Pakistan, przy możliwym udziale Kataru i Arabii Saudyjskiej.

Strony przystępują do rozmów z rozbieżnymi stanowiskami. Teheran domaga się m.in. wycofania sił USA z regionu, zniesienia sankcji, odszkodowań wojennych, utrzymania prawa do wzbogacania uranu oraz objęcia Libanu rozejmem.

Waszyngton z kolei oczekuje otwarcia Ormuzu, rezygnacji przez Teheran z wysoko wzbogaconego uranu i zakończenia wsparcia dla proirańskich grup zbrojnych, takich jak Hezbollah czy jemeńscy Huti.

Jednym z głównych punktów spornych pozostają działania wojenne w Libanie - Iran uznaje je za część porozumienia, czemu sprzeciwiają się USA i Izrael. Kontrowersje budzi też postulat Iranu dotyczący kontroli i opłat za przepływ statków przez Ormuz.

***

Prezydent USA Donald Trump ani jego administracja nie dostrzegli kluczowej roli Libanu w konflikcie na Bliskim Wschodzie oraz w drodze do pokoju w tym regionie - ocenił w rozmowie z PAP politolog dr hab. Łukasz Fyderek z UJ.

W ogłoszonym we wtorek zawieszeniu broni między USA i Iranem, Waszyngton, podobnie jak Izrael, stanął na stanowisku, że nie obejmuje ono walk z Hezbollahem prowadzonych na południu Libanu. Natomiast zdaniem Iranu, a także Pakistanu, który jest mediatorem w tej sprawie, rozejm obejmuje wszystkie fronty, także libański.

Zdaniem dr. hab. Łukasza Fyderka, dyrektora Instytutu Bliskiego i dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego, rozbieżność ta wynika z faktu, że "amerykański przywódca uznał rolę Libanu za trzeciorzędną i nieistotną, zaś władze w Izraelu uważają ją za kwestię absolutnie kluczową". - Niedostrzeżenie tego przez administrację Białego Domu pokazuje, że nadrzędnym celem Trumpa jest walka z Iranem. Jest to też efekt tego, że profesjonalistów od polityki zagranicznej zostało w otoczeniu Trumpa bardzo niewielu - wyjaśnił ekspert.

Tymczasem dla bezpieczeństwa Izraela Liban jest kluczowy, ocenił ekspert, z uwagi na to, że Hezbollah może ostrzeliwać północ tego kraju. - Po ogłoszeniu zawieszenia ognia, sprawa ta jest szczególnie ważna dla premiera Izraela Benjamina Netanjahu. Izraelska opozycja zaczęła bardzo mocno wykorzystywać fakt, że decyzja o zawieszeniu broni nie była konsultowana z Izraelem, lecz podjęta wyłącznie przez Trumpa w porozumieniu z Irańczykami i Pakistańczykami - zwrócił uwagę politolog. Z kolei szef izraelskiego rządu będzie próbował uzyskać jakieś zwycięstwo w walce z Hezbollahem, w związku z październikowymi wyborami do Knesetu.

Fyderek podkreślił zarazem, że zawieszenie broni między USA a Iranem jest też dla Izraela korzystne z punktu widzenia kampanii libańskiej.

- W perspektywie militarnej przez ostatnie tygodnie, ofensywa lądowa wojsk izraelskich posuwała się znacznie wolniej, niż zakładali Izraelczycy. Napotykała bowiem znaczny opór Hezbollahu i izraelskie siły ponosiły większe, niż szacowano straty. Teraz izraelskie lotnictwo nie musi operować nad Iranem, może całą swoją siłę ognia skoncentrować nad Libanem, co niestety czyni z bardzo negatywnymi skutkami, nie tylko dla Hezbollahu, ale przede wszystkim dla libańskich cywili - zaznaczył rozmówca PAP.

W czwartek Netanjahu zapowiedział, że jego kraj rozpocznie negocjacje z Libanem tak szybko, jak to możliwe. Według doniesień medialnych, w przyszłym tygodniu libańscy urzędnicy udadzą się do Waszyngtonu na rozmowy. Jednocześnie w tym samy czasie trwa wymiana ognia między Hezbollahem a wojskami izraelskimi.

Zdaniem Fyderka "rozwiązanie problemu Hezbollahu, skuteczne i długofalowe, właściwie jest możliwe tylko przy założeniu współdziałania Libańczyków, którzy swoimi siłami rozbroją to ugrupowanie, zneutralizują i sprowadzą do roli standardowej partii politycznej".

- Działania Izraela uderzają nie tylko w Hezbollah, ale i w libańskich cywili. To doprowadza do sytuacji, że dla Libańczyków Izrael staje się większym problemem niż Hezbollah. To Izrael zabija ich braci, niszczy ich domy, szkoły, szpitale, miejsca kultu, a nie Hezbollah. Pamiętajmy, że Liban jest demokracją. Choć jest dysfunkcjonalnym, słabym państwem (dodajmy, niszczonym przez lata międzynarodowymi sankcjami z powodu Hezbollahu - Wiara.pl), to jednak opinia publiczna ma istotne znaczenie - podkreślił ekspert.

W jego opinii wciąż trwające starcia między Hezbollahem a Izraelem mogą nadwyrężyć zawieszenie broni oraz negatywnie wpłynąć na negocjacje pokojowe, które rozpoczynają się w sobotę w stolicy Pakistanu Islamabadzie.

- Jeśli Trump zmieni swoją percepcję w sprawie Libanu, może wywrzeć nacisk na Izrael, by ten zaprzestał ataków. Byłoby to też zgodne z postulatami Europejczyków i większości członków społeczności międzynarodowej. Oczywiście, to co myśli społeczność międzynarodowa jest drugorzędne dla Trumpa, natomiast to, że Irańczycy tak mocno stawiają sprawę Libanu, daje nadzieję na zawieszenie broni także w tym kraju. Dla Libańczyków będzie to korzyść humanitarna, choć będzie miało to również negatywne skutki, bo w przyszłości Iran będzie mógł twierdzić, że to on obronił Liban przed Izraelem, co może przysparzać zwolenników Hezbollahowi - zwrócił uwagę ekspert.

Zdaniem rozmówcy PAP Trump może próbować przekonać Netanjahu do zakończenia operacji w Libanie, odwołując się do rzeczowej argumentacji, swojego przeczucia lub grożąc ograniczeniem napływu broni, tak jak w przeszłości robili poprzedni prezydenci. Ale czy tak zrobi i którą metodę wybierze, trudno dziś przewidzieć.

Marta Zabłocka 

 

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Autoreklama

Autoreklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
19°C Czwartek
dzień
20°C Czwartek
wieczór
17°C Piątek
noc
14°C Piątek
rano
wiecej »