Powrót ojca marnotrawnego

Sylwester Sikora, pięściarz, lat 42. W 1989 roku zdobył mistrzostwo Polski w wadze lekkopółśredniej. Potem już tylko nokautowało go życie.

Syna Maksymiliana z drugiego małżeństwa ostatni raz widział 12 lat temu, kiedy zaczynał mówić: „mama”, „tata”. – Cały czas myślę, co mu powiem, gdy go spotkam – zastanawia się. – Co ja, ojciec marnotrawny, zrobiłem ze swoim życiem? Czy on wie, że ja istnieję? – Nie powie mu Pan, że go kocha? – pytam. – Nigdy nie byłem wylewny – odpowiada. – Córce Paulince, którą bardzo kocham, rzadko o tym mówiłem. Alkoholikowi trudniej coś takiego powiedzieć, bo nikt mu nie uwierzy. Wszyscy myślą, że jest nieszczery. Zresztą o miłości nie wystarczy mówić, trzeba ją okazywać.

Przestał pić w tym roku przed Bożym Ciałem. – Zrobiłem sobie abstynencję przed przyjazdem do Wspólnoty „Betlejem” w Jaworznie – opowiada. – Aż sam się sobie dziwię, jak to możliwe. Kaca to miałem dwa tygodnie. Zerwanie z piciem było podstawowym warunkiem, żeby tam zamieszkać. Tu wszyscy mają przetrącone życie i trzeba je na trzeźwo naprawiać. Przywiózł go młodszy brat Artur. A że akurat mieszkańcy byli w trakcie zmieniania budynku starej szkoły w niepowtarzalny dom w stylu Hunderwassera, powierzyli mu prace przy mozaikach.

Pierwszy napis, jaki wykleił z kafelków, brzmiał „Per aspera ad astra” (Przez trudności do gwiazd). – Bierze pani płytkę, rzuca na posadzkę, ona się rozbija i z tych kawałków klei się mozaikę – pokazuje kolorowe kawałki. – Tak jest z moim życiem. Najpierw je rozbiłem, teraz muszę sklecić.

Chudy, a mocny

– Całkowicie odsunąłem się od Boga – opowiada. – „Jak trwoga to do Boga” mówią. Jak czułem strach, ot, trochę się modliłem. – Kiedy odczuwał Pan strach? – dopytuję. – Jak trzeźwiałem – nawet się nie zastanawia. – Myślałem z przerażeniem, co zrobiłem poprzedniego dnia. Koledzy mi mówili: „Sylwek, zrobiłeś to i tamto”. Jak ktoś był dla mnie grzeczny, to byłem jak na ranę przyłóż. Ale jak ktoś pod moim adresem coś powiedział, albo na moich kolegów, to stawałem się agresywny. Coraz częściej zaczęli mi powtarzać: „Sylwek, my z tobą nie pijemy, bo wstajesz od stołu i ludzi bijesz”. Modliłem się, żeby już więcej nie pić.

Myślałem: „Gdzie ten Bóg? Nie pomaga mi przestać”. Sam nie zauważyłem, kiedy się w to wciągnąłem. Od dziecka miał smykałkę do sportu. Trenował sztuki walki: judo, karate, kickboxing, kung-fu. – Tata pracował w hucie. Prosiłem go, żeby mi hantle porobił – wspomina. – Jeździłem na wieś do dziadków do Rogoźnika koło Staszowa. Tam nie było worka bokserskiego, brało się normalny worek, wypełniało piaskiem i boksowało. Zaczynałem u bokserskiej sławy – śp. Stanisława Dragana. Mój trener miał powiedzenie, że tylko idiota nie odczuwa strachu. W trakcie walk się nie bałem. Wiedziałem, że albo ktoś mnie znokautuje, albo ja jego. Najszybciej udało mi się pokonać przeciwnika w ciągu 3 sekund. W wadze lekkopółśredniej zawodnik musi trzymać wagę do 62,5 kilo. Przez to teraz nie mogę przytyć. Ważę 70 kilo i ani grama więcej. Wtedy tylko trzeba było biegać i biegać. No i trzymać dietę. Koledzy chodzili na dyskoteki, a ja trenowałem.

To trwało 9 lat. W którymś momencie zaczęło mi odbijać. Czułem się pewny, że każdemu dam radę. Zostałem bramkarzem na dyskotekach. Mówili o mnie: „najmniejszy, ale najbardziej skuteczny”. „Ty, chudy, idź ich uspokój” – prosili, jak była zadyma.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
26°C Środa
noc
19°C Środa
rano
23°C Środa
dzień
23°C Środa
wieczór
wiecej »