Powrót ojca marnotrawnego

Sylwester Sikora, pięściarz, lat 42. W 1989 roku zdobył mistrzostwo Polski w wadze lekkopółśredniej. Potem już tylko nokautowało go życie.

Kochałem chmiel

Kiedy wziął ślub, jeszcze trenował. Potem wciągnęły go imprezowanie i praca. – Zacząłem być pracoholikiem i alkoholikiem – przyznaje. – Nie ma pracy, której bym nie zrobił. Ktoś mi każe spawać – spawam, ktoś flizować – flizuję, ktoś zbroić – zbroję. Nawet mebelki potrafię zrobić. Lata przepracował na budowach. – Obowiązywała tam zasada: „Nie pijesz, znaczy, że do nas nie pasujesz” – opowiada.

– Potrafiłem zrobić wszystko. Jak nikt nie chciał na wysokość wchodzić, to Sylwek wchodził. Ale dopiero wtedy, kiedy wypił pół litra wódki – dodaje z przekąsem. Namówił brata Artura do założenia wspólnej firmy: – Wciągnąłem go w instalacje wodne i gazowe, a brat był przedtem kelnerem. Mam wyuczony zawód mechanik maszyn budowlanych, ale zostałem monterem instalacji wodno-kanalizacyjnych. Dobrze nam szło, bo lubiłem pracować. Już jako 13-latek na wsi u dziadków kosiłem równo z dorosłymi. Pracowałem po 16 godzin, ale zawsze dopingiem był dla mnie browar. Mówili, że jestem ze stali, a sił dodawała butelczyna.

Zaczęły się bójki i konflikty z prawem. – Wtedy jeszcze miałem siłę, mogłem się bić – mówi. – Zbił Pan kogoś mocno? – pytam. – Niejednokrotnie. W pierwszym akcie oskarżenia napisali mi: pobicie funkcjonariuszy policji i zniewaga. Jestem po dwóch rozwodach. Z pierwszego małżeństwa mam 20-letnią córkę Paulinkę, z drugiego – 14-letniego syna Maksymiliana. Paulinka słabo pamięta tatę trzeźwego. Zwykle spędzała święta Bożego Narodzenia z nim i jego rodzicami, ale w zeszłym roku zaprotestowała, że nie przyjdzie ze względu na ojca. Kiedy coś od niego potrzebowała, spotykała się z nim w knajpie, gdzie pił z kolegami. – Wiem, że się mnie wstydziła, ale zawsze grzecznie się do mnie odzywała – mówi.

– Rodzice przyjmowali mnie w domu. Nigdy nie spałem na ulicy, ale albo w wynajętym mieszkaniu, albo u nich. Teraz przynajmniej wiedzą, gdzie jestem, wtedy stale się martwili. Mama Zofia tyle nocy przeze mnie nie przespała, że szkoda mówić. Z reguły unikałem rozmów, dlaczego piję. Przychodziłem pijany, jadłem i kładłem się spać. Nigdy mnie nie wygonili. Człowiek wolał wydać pieniądze na alkohol niż na jedzenie. Jak się piło trzy, cztery dni, zaczęły się zaniki pamięci. Kiedy bójki zdarzały się za często, postanowiłem unikać imprez. Zamykałem się w domu, nie otwierałem nikomu i piłem sam. Po prostu lubiłem chmiel, dziennie szła jedna zgrzewka. Takich dni było za dużo.

Blizna

– Dobiłem do dna i postanowiłem się odbić – mówi. – Chciałem, żeby już szlag mnie trafił, bo bym wreszcie matce z ojcem nie przynosił wstydu. Kiedy brat Artur przywiózł go do Wspólnoty „Betlejem”, przeszedł poważną rozmowę z ks. Mirosławem Toszą – jej szefem i założycielem.

– Wcześniej księży traktowałem jak normalnych pracowników na budowie, niczym się nie różnili od innych, wykonujących swoje zawody – przyznaje. – Nie słuchałem kazań. A teraz słucham, co mówi ks. Mirek. W młodości znałem jeszcze ks. Józefa Łuszczka, który przygotowywał mnie do I Komunii. Potem nieraz chodziłem do niego rozmawiać o początkach picia. – Ale te rozmowy nie pomogły? – wtrącam. – Sam sobie nie chciałem pomóc – ripostuje. – Oprócz rodziny nikt mi nie podawał ręki, tylko ks. Józef i ks. Mirek.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
18°C Niedziela
rano
20°C Niedziela
dzień
19°C Niedziela
wieczór
16°C Poniedziałek
noc
wiecej »