Sercem, nie siekierą

Trudno ocenić, czy optymizm kardynała Martiniego nie jest trochę na wyrost. Na pewno jednak narzekaniem nikt jeszcze niczego nie zmienił.

Cieszy optymizm, z jakim kardynał Carlo Maria Martini patrzy na dzisiejszy Kościół. „Nigdy nie był w takim rozkwicie, jak obecnie” - twierdzi emerytowany arcybiskup Mediolanu na łamach „Corriere della Sera”. Dla uzasadnienia swojej opinii przytacza szereg argumentów. Między innymi i ten, że choć wiara zdaje się być w odwrocie w krajach tradycyjnie chrześcijańskich, rozwija się dynamicznie tam, gdzie wcześniej jej nie było. Trudno ocenić, czy optymizm Kardynała nie jest nieco na wyrost. Wszak już wiele lat temu mówiono o wiośnie Kościoła w Polsce, a ciągle jest jak jest. Ale ten styl patrzenia na rzeczywistość może się podobać.

Narzekaniem nikt jeszcze świata nie zmienił. W najlepszym razie jest ono wynikiem bezsilności. Bywa, że jest wyrazem niechęci przed zmierzeniem się z problemem leżącym u podstaw zła. Mogłoby się bowiem okazać, że to sam narzekający ponosi sporą część winy za zaistniałą sytuację. Wygodniej wskazać palcem na innych. Jak rodzicom, którzy narzekając na zachowanie dziecka nie są skłonni zauważać własnych błędów. Choćby tego, że nie potrafią słuchać, co dziecko do nich mówi. Dlatego zamiast bić w dzwon na trwogę, że oto w niewdzięcznikach ginie wiara w Jezusa Chrystusa, że odchodzi się od uświęconej wiekami i krwią ojców tradycji, trzeba robić coś bardziej sensownego.
 
Rozpoczynając swój pontyfikat Jan Paweł Wielki uczył, że drogą Kościoła jest człowiek. Nie chodzi bynajmniej o to, by relatywizować prawdę. Zanim jednak zaczyna się mówić niewierzącym czy pogubionym o Chrystusie, trzeba posłuchać, co oni mają do powiedzenia. Trzeba zrozumieć ich wątpliwości, autentycznie pochylić się nad ich bólem, nie lekceważyć lęków i nie obrażać się na stwierdzenia, że Bóg im do niczego nie jest potrzebny. Dopiero w klimacie szacunku dla bliźniego mówienie o Chrystusie ma sens. Wtedy łatwiej też znaleźć tę pustkę w człowieku, którą może wypełnić tylko Bóg. Dla jednego będzie to lęk przed śmiercią, dla drugiego oczekiwanie sprawiedliwości, dla jeszcze innego pragnienie miłosierdzia. Bez uchwycenia tej „specyfiki” konkretnego człowieka Ewangelia jawić mu się będzie jako coś zupełnie nieprzystającego do życia. Można – wzorem dawnych misjonarzy Słowian – ścinać dzisiejsze bałwochwalcze święte dęby, ale serca człowieka to nie zmieni.
 
Na szczęście nie brakuje dziś ludzi, którzy właśnie tak patrzą na sprawy Ewangelii. To rzeczywiście napawa optymizmem. Przydałoby się ich więcej.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11°C Czwartek
dzień
11°C Czwartek
wieczór
9°C Piątek
noc
4°C Piątek
rano
wiecej »