Spisane czyny i rozmowy

Afera Cambridge Analytica zszokowała świat. Użytkownicy sieci nagle ze zdziwieniem zorientowali się, że ktoś poznał ich prywatne sprawy, o których pisali w internecie.

Dziesiątki milionów prze- ­świetlonych użytkowników, kilkadziesiąt miliardów informacji o znajomościach, wielki giełdowy spadek Facebooka – afera związana z brytyjską firmą doradczą pokazała najgorszą stronę polityki. Przede wszystkim jednak przypomniała, że w wirtualnym świecie nie istnieje prywatność.

Fakty są złe

Cambridge Analytica to firma pomagająca w prowadzeniu kampanii wyborczych. Afera wybuchła po ujawnieniu nagrania z udziałem szefów przedsiębiorstwa. Dziennikarz udający bogacza ze Sri Lanki spotkał się z nimi kilkakrotnie. Usłyszał, że pracowali już w Malezji, Europie Wschodniej i Kenii, a niedługo jadą do Brazylii i Chin, gdzie mają zrealizować projekt niezwiązany z polityką. Później przyznali, że pracowali też podczas ostatnich wyborów prezydenckich w USA oraz brytyjskiej kampanii dotyczącej Brexitu. – Nie jest dobrze bazować na faktach. Wszystko zależy od emocji – tłumaczył zasady działania Mark Turnbull, dyrektor zarządzający firmy.

Afera ma dwa poziomy. Po pierwsze, podczas jednego ze spotkań prezes Alexander Nix zaoferował klientowi stosowanie nieuczciwych zagrywek. Turnbull wcześniej zapewniał, że Cambridge Analytica nie zajmuje się zastawianiem pułapek na przeciwników, ale Nix proponował konkretne sposoby skompromitowania rywala: podstawienie kobiety albo wręczenie łapówki i rozpowszechnienie nagrania. Ludzie z Cambridge Analytica chwalili się też kontaktami z byłymi oficerami służb specjalnych.

Po drugie, firma zgromadziła ogromny zasób informacji o internautach, którzy nie wiedzieli, że udostępniają swoje dane na potrzeby kampanii.

Miliardy znajomości

Cambridge Analytica posługuje się tzw. mikrotargetingiem. To metoda reklamy (także politycznej) polegająca na tworzeniu różnego przekazu na dany temat, zależnie od potrzeb odbiorcy. Mówiąc prościej: posługując się mikrotargetingiem, producent soku może tworzyć jednocześnie reklamy adresowane do dzieci, pokazujące, że sok jest słodki, i reklamy dla rodziców, podkreślające, że napój zawiera witaminy. W porównaniu z tradycyjnym marketingiem politycznym nowa metoda jest dużo bardziej precyzyjna. Jeśli na przykład kandydat chce zdobyć poparcie lewicy, może wysyłać inny przekaz do działaczy lewicowych związków zawodowych, inny do feministek, a jeszcze inny do emerytowanych milicjantów. Musi jednak mieć dokładne dane o odbiorcach.

SCL, której spółką córką jest Cambridge Analytica, korzystała z informacji zebranych przez Aleksandra Kogana. Jak podaje brytyjski „The Guardian”, Kogan, rosyjski naukowiec z Uniwersytetu Cambridge, za wiedzą Facebooka rozpowszechnił wśród jego użytkowników aplikację, która miała służyć psychologom do badań naukowych. W badaniu mogły brać udział osoby mające prawo głosu w Stanach Zjednoczonych. Instalowanie aplikacji oznaczało zgodę na udostępnienie danych osobowych. Wbrew zapewnieniom nie były one jednak gromadzone anonimowo. Poza tym pobierano także informacje o znajomych. Na aplikację nabrało się ok. 270 tys. osób. Później Kogan rozpowszechnił inne badanie, w którym każdemu użytkownikowi Facebooka za udział płacono 1–2 dolarów. Ostatecznie wszedł w posiadanie informacji o 50 mln osób oraz o 57 mld facebookowych „znajomości”.

Analiza danych była zadaniem znacznie bardziej skomplikowanym niż stwierdzenie, czy ktoś „lajkuje” zdjęcia Donalda Trumpa, czy Hillary Clinton. Kogan skorzystał z metody opracowanej przez kolegów z Cambridge, w tym Polaka Michała Kosińskiego. Autorzy twierdzą, że za jej pomocą na podstawie aktywności na portalu społecznościowym można określić poziom inteligencji użytkownika, jego wiek albo to, na ile jest zadowolony z życia. – Media i urządzenia cyfrowe zapisują całe nasze zachowanie. Nie musi pan mnie znać. Wystarczy, że pozna pan moje cyfrowe ślady – tłumaczył Kosiński w jednym z wywiadów. Kogan proponował współpracę kolegom z uczelni, ale do porozumienia nie doszło. Rosyjski naukowiec zaczął zatem korzystać z ich wynalazku, tłumacząc, że jest on własnością publiczną.

Kampania oparta na zdobytych przez Kogana danych pozwoliła sztabowcom Donalda Trumpa na wysyłanie wyborcom reklam politycznych idealnie dopasowanych do ich poglądów, charakteru i sposobu życia.

Bo oni pierwsi zaczęli

Stronnicy prezydenta USA bronią się, że podobne metody stosuje także druga strona. Mają rację, wykorzystywanie mikrotargetingu nie jest żadną nowością. Już w 2004 r. walczący o prezydenturę w USA Al Gore i George Bush zbierali ogromne ilości danych o swoich zwolennikach. Później sztab Baracka Obamy korzystał z aplikacji, za pomocą której ściągano dane o wyborcach – m.in. o tym, jakie czytają oni pisma i które organizacje charytatywne wspierali. Obama tworzył też spoty adresowane do konkretnych grup wyborców. Tak na przykład w 2012 r. Obama wystąpił w filmiku adresowanym do katolików, w którym opowiadał, jak w Białym Domu modlił się za Stany Zjednoczone, a rok później, już jako prezydent, nagrał przemówienie, w którym wyrażał radość z rocznicy wyroku sądowego, na mocy którego w USA zalegalizowano aborcję na życzenie. Obama był powszechnie chwalony za stosowanie nowoczesnych metod w walce o głosy.

Dane zebrane przez sztab demokratów od kilku lat opracowuje firma NGP VAN, która dysponuje programami do dokładnego profilowania wyborców. Zrobiło się o niej głośno w 2015 r. z powodu skandalu. O nominację lewicowej partii w wyborach prezydenckich walczyli wówczas Hillary Clinton i Bernie Sanders. Sztabowcy Sandersa uzyskali dostęp do danych należących do Clinton, a nie mieli do tego prawa. Po potyczce prawnej Sanders został zmuszony do skasowania przejętych informacji.

Wykorzystywanie nowoczesnych technik ma miejsce także w Polsce. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy świat zaczynał się bulwersować aferą Cambridge Analytica, „Gazeta Wyborcza” opublikowała badania opisujące zachowanie Polaków w pierwszą niedzielę wolną od handlu. Oparła się na danych firmy Selectivv, która ma dostęp do danych pochodzących ze smartfonów używanych przez Polaków. Z tekstu wynika, że na podstawie lokalizacji tych urządzeń stwierdzono, ile osób poszło w niedzielę do kościoła, a ile do parku. „Selectivv wyświetla reklamy i bada zachowanie 15 mln polskich właścicieli smartfonów – czytamy na stronie instytutu badawczego GFK, który podpisał umowę z Selectivv. – O jednym użytkowniku posiada średnio 362 informacje. Analiza zgromadzonych danych pozwala przydzielać użytkowników do zróżnicowanych profili psychograficznych. Obecnie Selectivv wyróżnia 60 takich profili, m.in. kobiety w ciąży, klienci dyskontów czy użytkownicy bankowości mobilnej. (…) Konsumenci godzą się na anonimowe udostępnianie wybranych danych na swój temat w zamian za bezpłatne korzystanie z aplikacji”. Można przypuszczać, że firm i instytucji stosujących podobne techniki jest więcej.

Ile można stracić

Cambridge Analytica odpiera zarzuty o stosowanie brudnych zagrywek w kampanii. Po ujawnieniu nagrań firma tłumaczyła, że blefowała, żeby sprawdzić, czy ma do czynienia z uczciwym klientem. Być może opinia instytucji, która potrafi wygrać wybory w Stanach Zjednoczonych, wcale jej nie zaszkodzi. Wyraźne straty ponosi jednak Facebook. Portal Marka Zuckerberga co najmniej od 2015 r. wiedział, co dzieje się z informacjami o użytkownikach, ale nic – poza wystosowaniem upomnienia – w tej sprawie nie zrobił. Giełdowa wartość firmy w ciągu kilku dni spadła ze 165 mld dol. do 145 mld dolarów. Afera Cambridge Analytica może być największym problemem w historii największego portalu społecznościowego świata. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    25°C Piątek
    wieczór
    22°C Sobota
    noc
    18°C Sobota
    rano
    26°C Sobota
    dzień
    wiecej »