Nie jesteśmy królikami doświadczalnymi

O Polkach, więźniarkach Ravensbrück, mówi Wanda Półtawska, numer obozowy 7709.

Miłosz Kluba: Jak doszło do tego, że w 1941 roku trafiła Pani do obozu koncentracyjnego?

Wanda Półtawska: Już w listopadzie 1939 roku Związek Harcerstwa Polskiego przyłączył się do konspiracji, do Związku Walki Zbrojnej. Ja od 10 lat byłam harcerką. Byłam drużynową i cała moja drużyna im. Orląt Lwowskich w listopadzie 1939 roku złożyła przysięgę – dziewczęta były gotowe umrzeć za ojczyznę. Działałam do grudnia 1940 roku jako łączniczka, cały czas związana z grupą lubelskich harcerek. Woziłam różne rzeczy, broń, pieniądze. Pod koniec roku nastąpiły pierwsze zdrady i pierwsze aresztowania, które objęły także łączniczki, harcerki. Mnie aresztowali 17 lutego 1941 roku. We wrześniu zrobiono transport z zamku lubelskiego. 120 kobiet. Ten transport jechał w nieznane, nie wiedziałyśmy, gdzie nas wiozą. Mnie udało się na kawałku gazety, który znalazłam w wagonie, napisać: „Jedziemy w nieznanym kierunku. Ostatnia stacja Kutno. Posłać do mojej rodziny”. Dopisałam adres i wyrzuciłam przez dziurę w klozecie w pociągu. Ta kartka doszła do moich rodziców. Ludzie wtedy byli tak solidarni. W Kutnie dołączyli do nas transport z Pawiaka. Niektóre z tych kobiet znałam. Na miejsce zajechałyśmy 23 września.

Co działo się dalej?

Najpierw byłyśmy w różnych blokach, ale potem przydzielili nas do jednego, narodowego. To, że byłyśmy razem, uratowało nas. Nie byłyśmy dla siebie anonimowe. Stworzyła się silna grupa kobiet, które się wzajemnie znały. Udało się nawiązać kontakt z internowanymi w położonym niedaleko stalagu polskimi żołnierzami, a następnie z konspiracją w Polsce. Cały nasz transport – numery zaczynające się od 7000 – miał wyrok śmierci. Niektóre z nas były oficjalnie zawołane przed sąd i dowiedziały się o wyroku. Inne nie. Okazało się, że wyrok odnosił się do całej grupy.

W 2011 roku Senat RP ogłosił kwiecień miesiącem pamięci o ofiarach niemieckiego, nazistowskiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück. W opublikowanym 10 kwietnia liście otwartym przypomniała Pani, że kwiecień to rocznica nie tylko wyzwolenia obozu. W 1942 roku, właśnie w kwietniu, odbyła się w obozie pierwsza duża egzekucja.

18 kwietnia rozstrzelano 13 kobiet z naszego transportu. Egzekucja odbyła się w wąskiej uliczce między bunkrem a murem obozu, nazywanej Tottengang, bo na terenie obozu nie było jeszcze komory gazowej i krematorium. To były nasze najbliższe koleżanki, harcerki, młode dziewczyny.

6 sierpnia wywołano sześć dziewczyn z naszego bloku, w tym mnie. Byłyśmy przekonane, że to następna egzekucja. Okazało się, że nie prowadzą nas do Tottengang, tylko zakręcają w stronę rewiru, czyli szpitalika więziennego. Zabrali nas tam i dali czyste łóżka z czystą pościelą, co było wielkim zaskoczeniem. To był jedyny dzień w moim życiu, kiedy się bałam. Nie miałam pojęcia, co może się stać, o co chodzi. Znałam niemiecki ze szkoły, więc zapytałam Niemkę, która była tam dyżurną, co się będzie działo. Powiedziała, że nie wie, ale chyba jakieś operacje, bo przygotowana jest sala operacyjna. Ja odparłam: „Nie gadaj głupstw. Jesteśmy zdrowe dziewczyny, nie ma powodu do żadnej operacji”. Potem niepokój spotęgowało jeszcze to, że przyszła pielęgniarka z brzytwą i ogoliła nam wszystkim nogi.

To był początek eksperymentów, których dokonywano w obozie.

Nie wiedziałyśmy, co będzie dalej. Tymczasem nic się nie działo. Puścili nas z powrotem na blok. Nasze koleżanki pytały, co się stało. To, że my nie wiedziałyśmy nawet, co im powiedzieć, spowodowało panikę całego bloku. Dowiedziałam się potem, że po prostu chirurg tego dnia nie przyjechał. Wezwali nas następnego dnia. Przede mną wzięli młodszą niż ja, czternastoletnią dziewczynę. Po godzinie czy dwóch przywieźli ją z powrotem nieprzytomną, z nogami zagipsowanymi do ud. Ja byłam druga. Na sali zapytałam lekarza, co się dzieje. Nie odpowiedział. Powiedziałam mu: „Ja nie jestem królikiem doświadczalnym, tylko człowiekiem!”. Tyle powiedziałam i mnie uśpili. Obudziłam się na wspólnej sali razem z innymi operowanymi. Zostałyśmy bez żadnej pomocy po operacji, bez pielęgniarki. Jedne wymiotowały, inne płakały, jeszcze inne były nieprzytomne. Od początku było wiadomo, że wszystko to odbywa się nie po ludzku. Moja rana zagoiła się dopiero po wojnie, kiedy byłam już studentką medycyny.

Co odróżniało Polki od więźniarek z innych krajów?

To były świadome patriotki, działające na rzecz obrony kraju. I w pewnym sensie Polki panowały w tym lagrze. Były tam młode dziewczyny, uczennice i starsze kobiety – nauczycielki. Powstały tajna szkoła, tajna drużyna harcerska. Polki były aktywne. Więźniarki innych narodów – zastraszone, nieszczęśliwe, zrozpaczone, niewinne – nie miały poczucia, że zrobiły cokolwiek przeciw Niemcom. A Polki cały czas były w opozycji. Ciągle trwała walka, aktywna i skuteczna. Następne pokolenia muszą wiedzieć, że ten pobyt Polek w Ravensbrück to był dalszy ciąg historii wszystkich polskich powstań. Polska młodzież ma w tej historii bardzo ładną kartę.

W pewnym sensie osobną grupą były ofiary eksperymentów dokonywanych w obozowym szpitalu. W 1945 roku, jeszcze w obozie, spisały panie „testament królików doświadczalnych”.

Na początku roku dowiedziałyśmy się, że 5 stycznia ma zostać wykonana egzekucja ofiar eksperymentów pseudomedycznych, nazywanych królikami doświadczalnymi. Byłyśmy pewne, że nie wrócimy z obozu, więc napisałyśmy testament. Była to inicjatywa Władki Dąbrowskiej. Apelowałyśmy o utworzenie w Europie – wręcz żądałyśmy tego – międzynarodowej szkoły wychowującej młodych ludzi, którzy rozumiejąc wartość człowieczeństwa, nie dopuściliby do wojny i zbrodniczych eksperymentów, jakich dokonywano na nas w Ravensbrück. Chciałyśmy, aby to, co było naszym losem, nigdy się nie powtórzyło.

W 1961 roku po raz pierwszy ukazały się Pani obozowe wspomnienia zatytułowane „I boję się snów”. Do dzisiaj głosi Pani wykłady dla młodzieży, bierze udział w wydarzeniach takich jak poświęcony pamięci ofiar obozu w Ravensbrück koncert „Siła miłości”, który co roku pod koniec kwietnia odbywa się w Krakowie.

Bardzo długo nikt nie mówił o historii więźniarek z Ravensbrück. Jeździły tam grupy kilku-, kilkunastoosobowe, żeby zwyczajnie zapalić znicze w Tottengang. Dopiero w 1997 roku udało się tam wmurować tablicę pamiątkową, którą podczas swojego pobytu w Berlinie poświęcił papież Jan Paweł II. Została ona zresztą później zdemontowana. Dopiero teraz jest oficjalny program IPN-u i konkursy wiedzy o II wojnie światowej.

Ta działalność, także mój kwietniowy apel, jest po to, żeby ludzie zrozumieli, że to nie jest sprawa skończona. Wojna się skończyła, ale jej skutki trwają – przede wszystkim zaniżenie wartości życia człowieka. Jest problem w obecnej mentalności ludzi i cywilizacji Europy, którą Jan Paweł II nazwał cywilizacją śmierci i nienawiści. Apelował do młodych, żeby zmienili ją w cywilizację miłości i życia. To wszystko to jest działanie w tym kierunku. Chodzi o to, żeby pokazać, że nasz kraj miał takich młodych ludzi, którzy uważali niepodległość Polski i wolność człowieka za rzeczy najważniejsze, a nie dążyli do tego, aby tylko posiadać.

Od lat zajmuję się młodzieżą i przekazuję jej prawdę o okresie wojny. Moją troską jest, by młodzi byli ludźmi, bo ja w czasie wojny i po niej spotkałam nieludzkich mężczyzn i nieludzkie kobiety.•

Wanda Półtawska

ur. w 1921 roku w Lublinie. Harcerka, lekarka, doktor nauk medycznych, była więźniarka obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, działaczka pro-life. Przez wiele lat blisko współpracowała z Karolem Wojtyłą.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • podaj nick
    01.06.2019 14:32
    eksperymenty "pseudomedyczne" wykorzystano w późniejszym czasie przez przemysł szczepionkowy, Mengele nigdy nie został złapany, bo przekazał wyniki badań Amerykanom, jego eksperymenty dotyczyły w głównej mierze chorób zakaźnych, same szczepionki są produkowane z wykorzystaniem tkanek dzieci z aborcji, każdy zaszczepiony jest w pewnym sensie hybrydą genetyczną, ponieważ ma DNA dawcy tej tkanki, dlaczego ten aspekt nie interesuje kościelnych obrońców życia nie byłoby popytu, nie byłoby ciśnienia na podaż i dalsze podobne eksperymenty; no i nie pomijając faktu, że tkanki z aborcji są poddawane hodowli i replikacji co zwiększa nowotworowość tych tkanek, dlatego przedwojenne roczniki nie szczepione dożywają nie rzadko 100 w dobrej kondycji a szczepiony powojenny wyż demograficzny dobije 65 roku jak zaczyna się emerytura dostaje raka trzustki kilka miesięcy i po balu
  • podaj nick
    01.06.2019 14:43
    z badań wynika, że majstrowanie przy DNA - wprowadzanie obcego DNA do organizmu czy to drogą szczepień czy w inny powoduje mutacje, która jest z kolei przyczyną nowotworów - białaczek chłoniaków itp. to jest tajemnica obecnej "epidemii" białaczek i innych nowotworów a małych dzieci
  • y?
    02.06.2019 14:28
    Problem z cywilizacją śmierci ma "europejska" cywilizacja i mentalność, mamy od dziesiątek lat czy więcej problemy z którymi nie możemy sobie poradzić, wydaje się że nic gorszego nie mogło i nie może się zdarzyć. A gdybyśmy spojrzeli poza nasz mały europejski grajdołek, choćby do Afryki czy Azji, dopiero by nam włosy stanęły na głowie a szczęka opadła na podłogę. Tam od tych stu lat nie było dnia bez wojny, mordów, rzezi, barbarzyńskich prześladowań. Nawet dzieci oskarżanych o czary! Cena życia ludzkiego równa się tam zeru. Tego dopiero nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić ani zrozumieć. Choć nasz świat uważamy za jako tako cywilizowany, teoretycznie tamci ludzie mają się na kim wzorować a my mamy szansę pomóc im do cywilizacji dołączyć, niewiele z tego wynika. Świat wciąż pozostaje dziki i okrutny, zdaje się być nawet coraz gorszy a nie lepszy. Mielibyśmy też w tej sprawie parę pytań do Pana Boga, czy to co tu widzimy, a w czym tak wielu ludzi cierpi i bezsensownie ginie, jest faktycznie tym, o co Mu chodziło? Niby jesteśmy tu za karę, ale czy kara musi być aż tak nieludzka?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    20°C Niedziela
    dzień
    21°C Niedziela
    wieczór
    17°C Poniedziałek
    noc
    14°C Poniedziałek
    rano
    wiecej »