Spór o paszporty

Krok w stronę bezpiecznej codzienności, jawna dyskryminacja niezaszczepionych, a może potężne narzędzie manipulacji? Idea paszportów covidowych, które proponuje Komisja Europejska, budzi wiele kontrowersji. Czy słusznie?

Mają się pojawić do 25 czerwca, a więc jeszcze przed wakacjami, i ułatwić nie tylko podróże, ale – być może – także korzystanie z kin, sal koncertowych czy stadionów. Teoretycznie same plusy. Dlaczego więc pojawiło się wokół nich tyle emocji? Czym właściwie będą paszporty covidowe?

Bilet wstępu, ale do czego?

Paszport covidowy, a właściwie Cyfrowy Zielony Certyfikat – bo takiej dokładnie nazwy używa Komisja Europejska – ma być dokumentem, który w ujednoliconym europejskim systemie pozwoli na odczytanie informacji o każdym z nas dotyczących wirusa SARS-CoV-2. „Celem jest dostarczenie: dowodu, że dana osoba została zaszczepiona, wyników testów tych, którzy nie mogli jeszcze otrzymać szczepionki, oraz informacji o przejściu COVID-19. Cyfrowa zielona przepustka powinna ułatwić życie Europejczykom. Chodzi o stopniowe umożliwienie im bezpiecznego przemieszczania się po Unii Europejskiej lub za granicą – w celach zarobkowych lub turystycznych” – wyjaśnia Komisja Europejska. Za takim rozwiązaniem opowiadają się zwłaszcza te państwa, które żyją z turystyki, m.in. Grecja, Hiszpania, Włochy, Chorwacja, Bułgaria czy Cypr.

Co w praktyce miałby umożliwiać taki dokument? Unijny komisarz ds. sprawiedliwości Didier Reynders mówi, że mógłby on być używany „nie tylko do ułatwienia swobodnego podróżowania, ale też jako bilet wstępu”. Do czego? I tu otwiera się pole do rozmaitych dywagacji, bo – jak zapowiada Reynders – o zakresie użytkowania paszportu decydować mają w praktyce państwa członkowskie. Może więc chodzić np. o uczestnictwo w wydarzeniach kulturalnych czy sportowych, ale w mediach pojawiają się już obawy, że w grę może wchodzić także swobodny dostęp do dóbr bardziej podstawowych, jak np. transport czy szkolnictwo. Tak szeroki zakres wykorzystywania certyfikatu rodziłby słuszne obawy o możliwość dyskryminacji sporej grupy obywateli.

Na razie jednak, jak podkreśla rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz, dyskusje na ten temat jeszcze trwają. – Rozwiązanie jest wdrażane na poziomie Unii Europejskiej, Polska uczestniczy w tych rozmowach. Prace są na ukończeniu. Nie chciałbym mówić o jakichkolwiek paszportach. Dla nas paszporty to rzecz pejoratywna. Jeżeli mielibyśmy mówić, to o certyfikatach i ich zaletach – tym, że pod ręką w każdej chwili będziemy mieli udokumentowany fakt zaszczepienia, negatywnego wyniku testu czy wyzdrowienia – mówił rzecznik MZ podczas niedawnej konferencji prasowej.

Prawo do nieszczepienia

Pomysł podobnych certyfikatów nie jest niczym nowym i przewijał się – w różnych formach – niemal od początku pandemii. Już wiosną zeszłego roku pojawił się projekt uczynienia z Wysp Kanaryjskich „światowego laboratorium” odnowienia ruchu turystycznego. Pasażerowie pilotażowego lotu mieli zabierać w podróż w swoich smartfonach cyfrowy profil medyczny i aplikację, która monitorowałaby ich stan zdrowia także w trakcie pobytu. W tamtym przypadku mowa była o eksperymencie na niewielkiej grupie turystów, ale warto zwrócić uwagę, że część założeń takiego planu „bezpiecznego podróżowania” realizowana jest już w tej chwili powszechnie. Informacje, o których mowa w założeniach Cyfrowego Zielonego Certyfikatu, wykorzystywane są przecież – w różnym stopniu – podczas przekraczania granicy większości państw. W wielu krajach, aby uniknąć kwarantanny, musimy przedstawić negatywny wynik testu na obecność koronawirusa, a z obowiązku tego zwalnia często fakt zaszczepienia albo status ozdrowieńca. Pod tym względem więc niewiele się zmieni – z tym jednym wyjątkiem, że wszystkie tego typu dokumenty będziemy teraz mieli zapisane w jednym miejscu, według jednego schematu, co powinno ułatwić ich weryfikację przez służby graniczne.

Problem zacząłby się natomiast, gdyby zawartość owych „paszportów” zaczęła decydować także o jakości naszego codziennego życia. Gdyby np. osoby niezaszczepione nie mogły swobodnie zrobić zakupów, pojechać autobusem czy pójść do szkoły. Dlatego „paszportosceptycy” ostrzegają przed możliwością dyskryminacji osób niezaszczepionych. Przy czym część z nich podkreśla jedynie fakt, że nie wszyscy chętni mieli już okazję się zaszczepić (ten argument znajdziemy m.in. w stanowisku Konfederacji Lewiatan, przekazanym stowarzyszeniu przedsiębiorców i pracodawców BusinessEurope). Inni bronią także praw tych, którzy zaszczepić się po prostu nie chcą. Twierdzą oni, że mamy do czynienia z gigantyczną manipulacją, która ma wymusić szczepienia na niepokornych obywatelach przez zmniejszenie komfortu ich życia.

Diabeł tkwi w szczegółach

Warto jednak zwrócić uwagę, że informacje zawarte w Cyfrowym Zielonym Certyfikacie nie mają dotyczyć samego tylko faktu zaszczepienia. „Przepustką” do korzystania z objętych nim dóbr może być równie dobrze status ozdrowieńca czy negatywny wynik testu przeprowadzonego np. w ciągu ostatnich 72 godzin, jak to ma miejsce już teraz przy przekraczaniu wielu granic. Oczywiście, trudno sobie wyobrazić, by np. ktoś, kto odmawia zaszczepienia się, a nie przeszedł jeszcze covidu, musiał wykonywać płatne testy przed każdymi zakupami albo jazdą autobusem. Gdyby któreś z państw członkowskich wpadło na taki pomysł, byłaby to faktycznie dyskryminacja. Diabeł więc tkwi w szczegółach. Według deklaracji premiera Mateusza Morawieckiego zakres ewentualnego używania takich certyfikatów w Polsce ciągle jest dyskutowany. Pozostaje więc mieć nadzieję, że będą one stosowane tylko tam, gdzie to naprawdę konieczne i gdzie ryzyko zakażenia faktycznie jest wysokie. W pozostałych sytuacjach powinny wystarczyć zwykłe środki ostrożności, które już dziś wykorzystujemy: dystans, dezynfekcja, maseczka, gdzieniegdzie ankiety czy mierzenie temperatury.

Nie wylewajmy jednak dziecka z kąpielą. Sama idea takiego certyfikatu nie jest niczym złym. Podobne rozwiązania stosowane są podczas podróży do niektórych krajów tropikalnych, gdzie wymagane są szczepienia na rozmaite choroby. Fakt zaszczepienia wpisuje się wtedy do specjalnej żółtej książeczki i nikt nie uważa tego za zamach na ludzką wolność, podobnie jak nie kwestionujemy zasadności stosowania przepisów ruchu drogowego. Chodzi tu przecież o bezpieczeństwo nas wszystkich. Nie powinien umykać naszej uwadze fakt, że odmawiając szczepienia bez ważnej przyczyny, narażamy zdrowie innych. Jeśli ktoś nie chce być w tej sprawie solidarny, ma oczywiście do tego prawo. Trudno jednak, by oczekiwał dostępu do tych samych dóbr, za które inni musieli zapłacić jakąś cenę. Cenę, dodajmy, niewielką, skoro stawką jest nasze zdrowie i życie. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
26°C Środa
dzień
26°C Środa
wieczór
23°C Czwartek
noc
19°C Czwartek
rano
wiecej »