Pomagamy potrzebującym

Dlaczego Polska nie zgadza się wpuścić migrantów koczujących na białoruskiej granicy, mówi wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz.

Bogumił Łoziński: Dlaczego nasze władze nie chcą wpuścić na terytorium Polski kilkudziesięciu imigrantów, którzy koczują przy naszej granicy na terenie Białorusi?

Marcin Przydacz: Zasadniczym powodem jest nielegalność tych działań. Kodeks graniczny Schengen, prawo Unii Europejskiej i prawo Polski mówią, że granicę przekraczać można w wyznaczonych do tego punktach w godzinach ich otwarcia. Nie jest możliwe, abym ja, pan redaktor czy ktokolwiek inny przekraczał granicę zewnętrzną UE w dowolnym miejscu. Po drugie, ta sytuacja została wywołana celowo przez Aleksandra Łukaszenkę, który od kilku tygodni wysyła samoloty na Bliski Wschód, m.in. do Iraku, ściągając na Białoruś imigrantów, i wypycha ich na wschodnią granicę UE. Zapowiedział takie działania w dniu, w którym zostały na niego nałożone przez Unię sankcje po fali represji, jaka spotkała społeczeństwo obywatelskie, w tym także Polaków, na Białorusi. Po trzecie, jeśli złamalibyśmy prawo, do czego namawiają niektórzy aktywiści społeczni czy politycy opozycji, to za tą grupą około 20 osób przyjdą następne, większe. Wówczas pojawi się argument, że należy ich wpuścić, bo skoro wpuszczono jednych, to dlaczego nie następnych. W efekcie bylibyśmy zalani falą nielegalnych imigrantów, na co sobie nie możemy pozwolić.

Czy polskie władze mają pomysł na rozwiązanie tego problemu?

Ta sytuacja nie została spowodowana decyzją polskiego rządu, nie my za nią odpowiadamy, więc apele i naciski powinny być kierowane do Mińska, który celowo prowokuje kryzys. W jednym ze scenariuszy działań hybrydowych jest wywoływanie tego typu kryzysów, a później przez działania dezinformacyjne wzbudzanie zainteresowania opinii publicznej w państwie przeciwnika. Tutaj mamy do czynienia z takim scenariuszem. Aleksander Łukaszenka początkowo wysyłał setki imigrantów na naszą granicę, a ponieważ jest dość dobrze chroniona, skierował strumień imigrantów na Litwę. Działania Mińska wobec Polski nie wywołały żadnej debaty, w czerwcu i w lipcu nie dyskutowaliśmy o imigrantach na naszej wschodniej granicy, opinia publiczna nawet o tym nie wiedziała, choć cały czas byli sprowadzani. Więc Łukaszenka zmienił scenariusz. Chcąc wywołać kryzys, debatę w Polsce i podzielić nas, umieścił małą grupkę migrantów na granicy i rzeczywiście wzbudził wielkie zainteresowanie mediów, a o to dokładnie mu chodziło. Dlatego właśnie uważam, że ci, którzy opowiadają się za wpuszczeniem tych imigrantów, grają zgodnie ze scenariuszem napisanym przez Łukaszenkę.

Sytuacja koczujących przy naszej granicy powoduje oskarżenia wobec polskiego rządu, który nie pozwala udzielić im pomocy, o niehumanitarne traktowanie tych ludzi. Jak Pan odpowie na te zarzuty?

Rząd jest przede wszystkim związany literą prawa i nie można od nas oczekiwać, że będziemy je łamać. Dla nas to też nie jest łatwa sytuacja, też jesteśmy ludźmi i rozumiemy trudną sytuację migrantów. Jednak ta grupa znajduje się po stronie białoruskiej i my nie możemy nielegalnie przekroczyć granicy, aby im pomóc. Dlatego zaproponowaliśmy stronie białoruskiej przysłanie osobom znajdującym się po jej stronie granicy konwoju humanitarnego. Ciężarówka pełna darów stała na przejściu granicznym, ale Mińsk nie zgodził się na udzielenie tej pomocy. Dlaczego? Dlatego, że nie jest celem Łukaszenki zakończenie tego kryzysu, tylko jego podsycanie. Z materiałów opublikowanych przez Straż Graniczną wynika, że migranci są dokarmiani przez Białorusinów, mają żywność i wodę. Do tego osoby koczujące są zmieniane. Raz jest grupa większa, raz mniejsza, raz są ludzie takiej narodowości, raz innej. Chodzi więc o realizowanie spektaklu, który będzie rozpalał polską opinię publiczną. Dziwię się tym, którzy w tym spektaklu chcą brać udział.

Zwolennicy wpuszczenia koczujących twierdzą, że nie zgadzając się na to, łamiemy konwencję genewską, która nakłada na nas obowiązek umożliwienia uchodźcom starania się o azyl.

Osoby prześladowane z powodów religijnych, rasowych, politycznych mają możliwość złożenia wniosku o azyl w Polsce, gdy znajdują się na naszym terytorium albo w polskich placówkach dyplomatycznych na Bliskim Wschodzie, gdzie mamy swoje konsulaty. One przyjmują setki takich wniosków i rozpatrują je zgodnie z polskim prawem. Imigranci mogą też zrobić to w polskich placówkach dyplomatycznych na Białorusi. W pobliżu granicy są takie w Grodnie czy Brześciu. Migranci ci mogą także udać się do placówek innych państw europejskich na Białorusi. Wiemy przecież, że ich celem nie jest Polska czy Litwa, ale Francja, Niemcy i inne państwa zachodnie. Ale z perspektywy białoruskiej nie chodzi o to, aby tę sprawę rozwiązać, tylko aby nas konfliktować. To dlatego te osoby są pozbawiane dokumentów i wypychane na granicę. Warto też zadać sobie pytanie, czy ci migranci są prześladowani na Białorusi z powodów religijnych, rasowych czy politycznych. Nie, oni po prostu są imigrantami ekonomicznymi. Wyjechali z Iraku czy z innych państw Bliskiego Wschodu, szukając miejsca do życia. Nie ma więc mowy o łamaniu konwencji genewskiej, wręcz przeciwnie, stoimy na straży prawa, a jednocześnie ze względów humanitarnych proponowaliśmy stronie białoruskiej szereg rozwiązań, jak pomóc ludziom, którzy znajdują się na granicy w Usnarzu Górnym.

Czy Polska ma wypracowaną strategię, jak postępować, gdyby do naszego kraju chcieli przybyć uchodźcy z Afganistanu?

My Afgańczykom już pomagamy. Spełniliśmy swój obowiązek sojuszniczy, ale też po prostu ludzki, ratując ponad 1300 osób, które, ryzykując wiele, wywieźliśmy z Kabulu. Wysłaliśmy samoloty, naszych dyplomatów i wojsko, aby tych ludzi ratować. To byli współpracownicy naszej ambasady i kontyngentu wojskowego, nasi kierowcy, tłumacze, pracownicy administracji. Uratowaliśmy ich i są bezpieczni w Polsce. Nie jest wykluczone, że niestabilna sytuacja w Afganistanie spowoduje falę migracji, choć talibowie zapowiadają, że nie będą się zgadzać na opuszczanie kraju przez jego obywateli. Jeśli ludzie będą uciekać z Afganistanu, będą się raczej kierować do krajów Zachodu, a nie do Polski. Natomiast jeśli będą wnioskować o azyl w naszym kraju, to będziemy te wnioski rozpatrywać zgodnie z prawem. Polska się nie zgadza na nielegalną migrację prowokowaną przez Łukaszenkę. Czym innym jest pomaganie ludziom w potrzebie (przecież sami sprowadziliśmy do Polski osoby, których życie mogło być zagrożone), a czym innym działania hybrydowe reżimu w Mińsku. W Polsce mieszka wielu obcokrajowców i jeśli tylko przestrzegają polskiego prawa i naszych zasad – mogą tutaj bezpiecznie funkcjonować. W naszej postawie wobec migrantów w Usnarzu Górnym chodzi o to, aby nie pozwolić Łukaszence destabilizować granic i nie zachęcać innych do ich nielegalnego przekraczania. Osoby chcące przyjechać do Polski powinny próbować to zrobić, korzystając z legalnej ścieżki.

Co się dzieje z Afgańczykami, których przywieźliśmy do Polski samolotami?

Obecnie przebywają w odpowiednich ośrodkach, objęci są opieką medyczną, psychologiczną. Pamiętajmy, że w ostatnich dniach przeszli przez traumatyczne sytuacje, często mieli kilka godzin na podjęcie decyzji o zostawieniu dorobku całego życia i wyjeździe. Teraz mają czas, aby ochłonąć, zastanowić się nad swoją przyszłością. To są wolni ludzie i trzeba dać im możliwość wyboru, nie możemy ich trzymać w zamkniętych ośrodkach. Rozmawialiśmy z nimi i część już planuje wyjazd do innych krajów, niektórzy mają na zachodzie Europy krewnych. Część z nich pewnie zostanie w Polsce. Uruchomimy dla nich specjalny program, aby mogli otrzymać mieszkanie, znaleźć pracę, nauczyć się języka, poznać nasze normy kulturowe, by mogli czuć się u nas jak goście. Mam nadzieję, że włączą się w to samorządy, organizacje zajmujące się pomocą migrantom, także Kościół, który w te sprawy od lat się angażuje.

Granica Polski z Białorusią jest także granicą Unii Europejskiej. Czy Wspólnota wypracowała jakieś stanowisko wobec spodziewanej fali uchodźców z Afganistanu?

Na bieżąco konsultujemy się z naszymi partnerami z Brukseli i ze stolic europejskich. Są oni bardzo zaniepokojeni działaniami Łukaszenki. Także postawą części polskiej opozycji, która de facto zachęca imigrantów do przyjazdu. Ich niepokój wynika z tego, że wiedzą, iż prędzej czy później te osoby trafią do nich. Oświadczenia popierające działania polskiego rządu w sprawie imigrantów wydała Komisja Europejska, a także komisarz Ylva Johansson, odpowiedzialna w Komisji Europejskiej za sprawy wewnętrzne. Europa widzi ten problem i staramy się wspólnie wypracować rozwiązanie. Na pewno nie można pozwolić Łukaszence na kontynuowanie tych działań hybrydowych, nie można wysyłać w świat sygnału, że każdy, kto tylko chce, może nielegalnie przekroczyć granice UE. Unia Europejska uważa, że jej granice trzeba chronić i nie można zachęcać imigrantów do masowego migrowania w sposób nielegalny.•

Marcin Paweł Przydacz

prawnik, adwokat, od 2019 r. jest podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych ds. polityki wschodniej, współpracy rozwojowej oraz dyplomacji ekonomicznej.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
12°C Środa
noc
13°C Środa
rano
17°C Środa
dzień
18°C Środa
wieczór
wiecej »