Właściwie powinienem napisać: Nowy Rok za ścianą. Jest środa, godzina 21:30. Za oknem cisza.
Nietypowa jak na ten czas. Zazwyczaj rozbrzmiewała muzyka. W remizie, Zielonej Szkole, okolicznych salach i klubach. Tym razem cisza. Na terenie gminy nie ma żadnej imprezy noworocznej. Znak czasu? Zmęczenie tłumem? A może zamykamy się coraz bardziej w wąskim, rodzinnym, przyjacielskim gronie, męcząc się spotkaniami z nieznajomymi, nie za bardzo wiedząc co powiedzieć poza „szczęśliwego Nowego Roku”, wyczuwając banał, płytkość, nawet lęk przed spojrzeniem drugiemu człowiekowi w oczy.
Odkładam na bok lekturę wszelkiej maści podsumowań i spoglądam na wiszącą obok biurka podobiznę Franciszka. Ołówek. Spojrzenie lekko zamyślone, ze skrywanym dyskretnie uśmiechem. Dzieło jednego z moich wychowanków. Wspomnienie nie tyle drugiego dnia Oktawy Zmartwychwstania. Patrzący na mnie papież chyba do końca życia będzie przypominał mi słowa, jakie wypowiedział u początków swego pontyfikatu, podczas pielgrzymki do Meksyku. Byśmy nie dali się sparaliżować próbami udzielania starych odpowiedzi na nowe wyzwania. To jakoś idzie za mną przez te lata i przyprawia o nerwowe drgawki za każdym razem, gdy słyszę: zawsze tak było (o czym pisałem kilka tygodni przed świętami).
Choć nie tylko nerwowe drgawki. Poszukiwanie nowych odpowiedzi na nowe wyzwania nie jest łatwe. Często związane bywa z samotnością i niezrozumieniem. Szukający ostrzegany bywa jako dziwak, któremu tak naprawdę nie wiadomo o co chodzi. Zdarza się, dochodzi się do ściany, a odpowiedzi na pytanie brak. Czyż nie w ten sposób właśnie dziś wielu myśli o Kościele w Polsce?
Od Franciszka przechodzę do pewnego starego, ale żyjącego jeszcze mnicha. Przed kilku laty pisał: będąc bardzo młodym chciałem zmienić cały świat, później – po kolei – swoje miasto, wspólnotę, parafię, na końcu siebie samego. Dziś, gdy przekroczyłem lat siedemdziesiąt modle się, by świat nie zmienił mnie. Sześćdziesiąty siódmy rok życia to czas, gdy człowiek zbliża się do tej ostatniej granicy, za którą pozostaje modlitwa o ocalenie od wpływów świata. Dużo czy mało? Zależy dla kogo…
Dobry moment, by przywołać wiersz/testament/modlitwę jednego z wrocławskich wychowawców:
Kto wie, być może marzenie o ostatnim miejscu w domu Pana jest prostą modlitwą, wyrażającą błaganie o ocalenie od wpływów świata.
Tę modlitwę dedykuję sobie i wszystkim, którym daleko do radykalnych postanowień, zaczynania wszystkiego od nowa, oczekiwania na przełom. Dla których dzisiejsza noc jest dalszym ciągiem historii, pisanej przez Tego, „który jest, który był i który przychodzi”. On jest gwarantem naszej przyszłości. Choć – przyznać trzeba – boskie gwarancje niekiedy nijak mają się do ludzkich. Dlatego warto na nich polegać.
Niech nam Pan błogosławi…
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W piątek mają rozpocząć się rozmowy delegacji USA, Ukrainy i Rosji w Abu Zabi.
Według niego "wszyscy idą na ustępstwa, by zakończyć ten konflikt".
Zapowiedź trójstronnych rozmów z udziałem USA, Ukrainy i Rosji.