Wielkopostne zapiski

Jest ich sporo. Ale dziś nie o tym, co kryje szary notes…

Gdy  byłem małym chłopcem… Może trochę starszym… Wierzyłem w moc książek. Nie tylko rozpalających młodzieńczą wyobraźnię: Sienkiewicza, Marka Twaina, Szklarskiego, Centkiewiczów… Także w moc poważnej literatury, traktującej o duchowości.

Życie szybko odarło mnie ze złudzeń. Odkryłem, że jedna książka, chociażby Mertona (Nikt nie jest samotną wyspą zainspirował w seminarium mój debiut dziennikarski w ściennej gazetce), jest zapisem wieloletniego doświadczenia, które mający mleko pod wąsem adept życia duchowego chciałby… Tak, użyć jako klucza do przemiany podczas jednego rozmyślania.

Pan Bóg, na szczęście, na takie numery nie daje się nabrać i z reguły stosuje prostą praktykę: chciałeś Mi pokazać co potrafisz, to Ja ci pokażę Kto tak naprawdę prowadzi cię za rękę i jaką drogą. Nie powiem: zachwycony nie byłem. Marząc o ciszy dotykającej Jego ręki, niosącej jak orzeł swe pisklęta na skrzydłach ku rajskim przestrzeniom, nagle odkrywałem – jak w popularnym wówczas wśród kleryków śpiewie – cierniowe rozłogi i lilii łan. Oczywiście zupełnie inaczej wyobrażając sobie rany przez ciernie zadawane i mając nadzieję, że jednak skokiem o tyczce  lub w dal zajdę daleko.

Przebudzenie nastąpiło w nietypowych okolicznościach. Po wypadku trafiłem na fantastycznych ludzi, którzy uparli się, że coś, co z trudem miało po kilkudziesięciu miesiącach chodzić, w ciągu zaledwie kilku miesięcy osiągnie powiedzmy dziewięćdziesięcioprocentową sprawność. Ale przeszkodą był potworny ból, zatem delikwent chciał zrezygnować. Wówczas usłyszał: albo będziesz płakał i będziesz chodził, albo zostaniesz kaleką do końca życia. Wiesia – do końca życia będę Ci wdzięczny… Słowa Psalmu o siejących we łzach odkryłem w zupełnie innym wymiarze.

Obrazy z przeszłości wróciły przy okazji Olimpiady. Gdy wszyscy zachwycali się trzykrotnym medalistą sięgnąłem do wywiadu, jaki przed bodajże czterema laty udzielił podczas letniego zgrupowania w Ustce. Dominik Formela ze Skijumping.pl pytał go wówczas nad czym pracuje. Wybicie w miarę dopracowane, teraz skupiam się na fazie lotu. A marzenia? Jak każdy sportowiec chciałbym wystartować w igrzyskach olimpijskich. Wystartował, ale przedtem były lata w cieniu. Nad czym pracował?

W ubiegłym tygodniu miałem możliwość trenowania dwa dni z innym kadrowiczem. Na stokach Mogielicy wprowadzał mnie w tajniki jazdy na biegówkach. Liczyłem na pokonanie w drugim dniu dwudziestu czterech kilometrów ze sporą ilością przewyższeń. Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Lewa ręka, prawda noga. I na odwrót. Godzina nie wystarczyła, by skoordynować ruchy. Proszę się nie martwić – ze spokojem tłumaczył Dawid – trenuję już kilka lat i ciągle mam problemy. Tu najważniejsza jest powtarzalność. Setki, a nawet tysiące razy ten sam ruch. To może być monotonne, zniechęcać. Ale jest jedyną drogą do osiągnięcia mistrzostwa.

Powtarzalność, czyli mistrzostwo rodzące się w cieniu. Stara praktyka Ojców Pustyni. Święty Antoni każdego dnia powtarzający setki razy: „Panie Jezu, Synu Dawida, ulituj się nade mną, grzesznikiem”. Mimo to doświadczający oschłości, oziębłości, tego wszystkiego, co nazywamy: „nie czuję Boga” (jakby Jego obecność wyznaczał zapach) – przez pięćdziesiąt lat. Na koniec wołający z odrobiną rozgoryczenia: „milczysz, ale mimo to nie przestane Cię kochać”. To był Antoniego medal na olimpiadzie.

Powtarzalność. Nie chodzi o perfekcjonizm. Raczej o pracę nad jednością ciała, umysłu i ducha. Na tym polega wewnętrzna integracja. Chociaż jest trudna. Ostatecznie jedną z największych pokus jest szukanie wciąż nowych duchowych wrażeń. Gdy tymczasem Panu Bogu chodzi o coś więcej niż danie dziecku cukierka. No, może na początku. Dla zachęty.

Ostatnie. Mistrzowie nie ćwiczą jedynie na śniegu. Trenują cały rok. Przypomniał mi się wielki pianista. Artur Rubinstein powiedział kiedyś: jeśli zrezygnuję z ćwiczeń jeden dzień, zauważę to na koncercie; jeśli zrezygnuję dwa dni, zauważą krytycy; jeśli zrezygnuję trzy dni, zauważy publiczność.

Wniosek jest prosty. Nie napinam mięśni przez czterdzieści dni z zamiarem zaprzestania treningu po Wielkanocy. Możesz mieć więcej niż sto procent pewności, że szybko zwiotczeją, a ty stracisz formę. Skup się na jednym ruchu i ćwicz powtarzalność. Lewa ręka, prawa noga. I na odwrót. Nie obrażając się na siebie i nie rezygnując, gdy po kilkunastu sekundach zorientujesz się, ze jest na odwrót: lewa ręka, lewa noga… A po godzinie będziesz miał dość. To dopiero początek. Choć wydaje ci się, że jesteś daleko…

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Autoreklama

Autoreklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
17°C Sobota
wieczór
14°C Niedziela
noc
10°C Niedziela
rano
15°C Niedziela
dzień
wiecej »