Wygramy ten mecz

Do zakończenia turnieju pozostało jeszcze trochę czasu, a jednak z całą bezczelnością oświadczamy: znamy już zwycięzcę.

Grzegorz Bociański, lider drapieżnej Katoliki Front, każdy koncert rozpoczyna od piosenki: „Widziałem śmierć. Przegrała mecz. Przegrała mecz trzeciego dnia”. I co tu dużo gadać: ma rację. Wyjdziemy z tego meczu poobijani. Słaniając się na nogach ze zmęczenia. Z przetrąconym biodrem. Kulejąc. Ale – mamy odgórne zapewnienie – zwyciężymy. Każdy z listów, które św. Jan pisał do pierwszych Kościołów, kończy się zapewnieniem o nagrodzie przyznanej zwycięzcy. Paskudny faul. Atak przeciwnika trwa. Jesteśmy w rozsypce. Zamiast bez kompleksów „robić swoje”, coraz częściej przejmujemy taktykę przeciwnika. „Odbijamy piłeczkę” i mamy ubaw po pachy, gdy nasza riposta okaże się mocniejsza i bardziej kąsająca. Sam wpadam coraz częściej w tę pułapkę, a moje słowa stają się rykoszetem. Coraz częściej zastanawiam się, czy wraz z kumplami z drużyny nie skończę w loży szyderców staruszków z Muppet Show. Na szczęście w porę przychodzi otrzeźwienie: płynąca z nieba genialna w swej prostocie dewiza kapitana Orłów Kazimierza Górskiego: „Jeśli my atakujemy, to oni nie atakują”. To mniej więcej to samo, co pisał prawosławny teolog Paul Evdokimov: chrześcijaństwo powinno być marszem życia przez cmentarze świata.

Egzorcysta się nie boi

Przerwa w grze. Podbiegam z mikrofonem do napastników – zawodników stojących na pierwszej linii ognia. Łapią oddech, ocierają pot, piją wodę, czyli jak skomentowałby złotousty Dariusz Szpakowski: „uzupełniają pierwiastki śladowe i sole mineralne”. – Czy widząc pustoszejące kościoły na Zachodzie nie snuje Ksiądz czasem smutnych refleksji, że przegrywamy? Że Zły jest naprawdę „Księciem tego świata” i drwi z bezbronnego Boga? – pytam pierwszego z brzegu napastnika, egzorcystę ks. Leszka Misiarczyka. – Nie. Absolutnie nie mam świadomości przegranej. Skoro Bóg dopuszcza taką sytuację, to znaczy, że w konsekwencji widzi w tym jakieś dobro. Nawrócenie tych, którzy odbiją się od dna. Człowieka po egzorcyzmie naprawdę nie trzeba przekonywać, by chodził na Mszę. On pobiegnie na nią w podskokach! „Gdzie wzmógł się grzech” i tak dalej… To, co dzieje się dziś w Kościele, jest szansą na wielką ewangelizację. Mówię kolegom, księżom: Słuchajcie, my żyjemy w epoce, o której mówił prorok Joel. W czasach wielkiego wylania Ducha! Kapłan wyciąga ręce i jak na pstryknięcie zstępuje Duch! Jedyny warunek? Żeby tylko temu księdzu się chciało! Jeśli 12 apostołów nawróciło pełen demonów świat rzymski, to co mogą zdziałać tysiące kapłanów! Moc Jezusa zwycięży, nie mam wątpliwości. Widzę, jak przeciwnik się czołga…

Pstryczek elektryczek

Kogo mamy w kadrze? Paru żebraków, kilku pastuszków mamroczących coś o jasności i niebiańskich wizjach na wzgórzu. Co ciekawe, niektórzy, otrzymując powołanie do kadry, wykręcali się: „Nie jestem godzien”, „Odejdź ode mnie!”, a nawet wpadali w histeryczny ton: „Niech będzie przeklęty dzień, w którym się urodziłem”. W końcu i tak zagrali. Znów gwizdek sędziego. Jeden z naszych zwija się na murawie. Jak nie zatracić taktyki przedstawionej w liście do Diogneta? Nieznany autor tak opisywał w II wieku naszą drużynę: „Żyją na tej ziemi, ale czują się obywatelami nieba. Kochają wszystkich, a wszyscy ich nienawidzą. Są nieznani, a jednak ustawicznie padają na nich wyroki. Posyła się ich na śmierć, a oni w niej otrzymują życie. Są pogardzani, a oni uważają to za tytuł chwały. Gdy wyrządza się im krzywdę, oni błogosławią”. Na razie remisujemy. Tak to wygląda z trybun. Ale kto wie, co stanie się w ostatniej minucie? Jednego możemy być pewni: w tym meczu nie będzie walkowera, spotkanie nie było ustawione, a stronniczy sędziowie nie będą mieli wpływu na rezultat. Ojej, znów dajemy się zepchnąć pod własną bramkę. – Ciemność widzę, ciemność – wołał Jerzy Stuhr w „Seksmisji”. Coraz częściej wołamy podobnie. Krzyk jest uzasadniony, bo – widać to z dnia na dzień wyraźniej – ciemności naprawdę kryją ziemię. Tyle że tej ponurej prognozy pogody nie zmienimy biadoleniem i tupaniem nogami. Pamiętam pogodną twarz ojca Verlinde, który podczas rozmowy nieustannie wplątywał w swą opowieść słowo „światło”. W jego przypadku wypowiedzenie słów: „Jezus jest Panem” w czasie spotkania modlitewnego dało więcej niż wiele modlitw o uwolnienie! Francuz mówił mi wprost: „Ciemności nie wyrzuca się przez okno wiadrem, ale włącza się światło pstryczkiem”. Proste? – Mamy wiele szczęścia, że żyjemy w takich czasach jak teraz – nie miał wątpliwości o. Joseph-Marie Verlinde. – Mamy dziś do czynienia z Kościołem, który się zapada, i jednocześnie z Kościołem, który się odradza. Zapada się wiele starych struktur, które nie wytrzymują nowego tchnienia Ducha. W nowym odradzającym się Kościele są ludzie przyjmujący do serca Jezusa i rzeczywiście oddający Mu swe życie. Nie z powodów socjologicznych: tradycyjnych, rodzinnych, ale dlatego, że odczuwają taką potrzebę. Bóg podwaja dziś swą łaskę. Zwyciężymy.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
7°C Niedziela
dzień
9°C Niedziela
wieczór
8°C Poniedziałek
noc
7°C Poniedziałek
rano
wiecej »