Nad ranem

Wiele nie trzeba. Czasem wiele nie trzeba: korek, deszcz krzyżujący plany, marudzący współtowarzysz.

Może być też mucha, niewyrzucone śmieci, przesunięty termin. Presja narasta, zmęczenie bierze górę, sypiemy się. Bezsenność, mrowienie w żołądku. Albo dojmujące przygnębienie czy wygłaszane tym naszym tonem wyroczni kąśliwe komentarze. Albo wszystko naraz. Nawet jeśli zwykle mamy do siebie choć trochę koniecznego dystansu, są sytuacje, które potrafią powywracać nasz bilans zysków i strat, odwrócić uwagę od tego, co najistotniejsze, nieźle poplątać.

Najśmieszniejsze, że są to zazwyczaj – a przynajmniej bardzo często – błahostki, coś niewartego uwagi, przemijającego na pstryknięcie palcem. Żadne tam wielkie porywy, ambitne pokusy (są takie?), Himalaje samorealizacji. Ot, przyziemni jesteśmy, zwykli.

Taka dotykalność życia na przykład. To, że trzeba posmakować: porażki, sukcesu, zniechęcenia, euforii. To, że ubóstwo potrafi zapachnieć sklejanym butem, choroba wyciszyć głosy znajomych, a spełnione marzenia potrafią odlecieć jak odpustowy balonik, którym cieszyliśmy się tylko chwilę.

Mówi się: nie ma nic za darmo. Ale i nie ma nic na darmo przecież: uczymy się. Siebie, innych, przemijania, czekania na Nowe.

Cały ten zgiełk, nieustający napór. Las się palił. I dziesięć hektarów pola: całkiem blisko, w sąsiedniej wsi. Tam, a nie tutaj. Oni, a nie my. Dlaczego – nie wiadomo. Może zresztą to „tam” – musi kiedyś w końcu stać się dla nas „tutaj”, oni – to przecież my. Trzeba przesunąć granice. Trzeba to wreszcie zobaczyć, ogarnąć jakoś: sercem, rękami, sobą. Wspólnota losu, towarzyszenie, bliźni.

Nie ma co dać. Jak to się stało? Może za mało pracowaliśmy, może byliśmy za mało wierni, za mało przewidujący. I dzisiaj nie mamy co im dać, gdzie ich zaprosić. Czym się dzielić: nieładem, pustką w sercu, własną niewystarczalnością? A przecież nie ma na co czekać. Nie da się powiedzieć: przyjdźcie jutro.

Kościół jako nasze miejsce, nasz dom. Nie da się powiedzieć: przyjdźcie jutro.

Bóg w tym wszystkim. W naszym życiu, dla naszego życia. Bóg: nasze życie. „O czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
27°C Czwartek
noc
22°C Czwartek
rano
30°C Czwartek
dzień
31°C Czwartek
wieczór
wiecej »