Zrozumieć bratanków

O tym, czego możemy się nauczyć od Węgrów, mówi dr hab. Maciej Szymanowski, dyrektor Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka.

Andrzej Grajewski: Inicjatorom powołania Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka chodziło o stworzenie społecznej infrastruktury dla relacji polsko-węgierskich?

Maciej Szymanowski: Dokładnie takie były cele jego powoływania. Przypomnę, że była to osobista decyzja prezesa Jarosława Kaczyńskiego i premiera Viktora Orbána. Jak wielkie znaczenie ma wzajemne poznanie się, pokazały wydarzenia z okresu II wojny światowej. Nie byłoby tak licznej polskiej armii, która walczyła w 1940 r. we Francji, czy udziału naszych lotników w bitwie o Wielką Brytanię, gdyby nie działania Węgrów, którzy przyjęli na swoim terytorium polskich żołnierzy oraz cywilów, a później umożliwili im dalszą podróż na Zachód. Sympatia Węgrów do nas nie brała się tylko z pamięci o wspólnej historii. W okresie międzywojennym w węgierskich szkołach były specjalne lekcje o Polsce. Niezależnie od różnych decyzji politycznych, które zapadały w czasie II wojny światowej – a pamiętajmy, że Węgry walczyły po stronie III Rzeszy – wszyscy na Węgrzech wiedzieli, m.in. dzięki tym lekcjom, że Polak jest przyjacielem. My działamy oczywiście w innych warunkach, ale istota tych działań jest podobna. Staramy się wypełnić nową treścią bardzo dobrą współpracę na poziomie politycznym.

Dużo jest do zrobienia?

Bardzo dużo, i to nie tylko w kwestiach bieżących. Powiem jedynie, że Polacy ciągle uczą się języka węgierskiego z podręcznika, który został napisany w latach 50. ubiegłego wieku. Wielki słownik polsko-węgierski także jest z tego okresu. Takich przykładów można byłoby wskazać wiele. Dość powiedzieć, że dopiero dzięki inicjatywie marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego zaczęliśmy robić coś, co amerykańscy kongresmani robią od dziesięciolecia, a mianowicie wspierać poprzez współpracę parlamentarną politykę zagraniczną własnego państwa. Współpraca międzyparlamentarna na poziomie Grupy Wyszehradzkiej zaczęła się dopiero przed trzema laty, chociaż Grupa, jak wiadomo, powstała w latach 90. ubiegłego stulecia.

Instytut działa tylko w Polsce czy również na Węgrzech?

Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej działa jedynie w Polsce, ale mamy swój siostrzany odpowiednik – Fundację im. Wacława Felczaka w Budapeszcie, która ruszyła wiosną ubiegłego roku.

Jeśli rozmawiamy o społecznym zapleczu dla polityki środkowo- europejskiej, trudno nie dotknąć problemu mediów. Żadna z polskich stacji telewizyjnych nie ma korespondenta w Budapeszcie, Pradze czy Bratysławie.

Coś się jednak zmieniło, gdyż przynajmniej Polska Agencja Prasowa ma korespondentów w tych stolicach, czego do niedawna także nie było. Niestety, nie mają ich najważniejsze dzienniki czy telewizje. Gdyby język węgierski nie był tak trudny, to wszystkim polecałbym, aby się zapoznali z serwisami informacyjnymi węgierskiej telewizji publicznej. Jej zagraniczny serwis jest tworzony głównie dzięki korespondentom, którymi są Węgrzy mieszkający na całym świecie. Zawsze mają świeże informacje oraz potrafią je skomentować w sposób istotny dla węgierskiego odbiorcy. W ten sposób Węgrzy oglądają świat własnymi oczami, a nie poprzez serwisy zagranicznych agencji informacyjnych, jak to często zdarza się w Polsce. To ważny element suwerenności informacyjnej Węgrów, którzy w tym zakresie zdecydowanie nas wyprzedzają. Warto ich w tym naśladować. Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, abyśmy wykorzystywali w podobny sposób polską diasporę na całym świecie. Według mnie nie ulega wątpliwości, że w naszym narodowym interesie jest wiedzieć i stale analizować to, co się o Polsce mówi zarówno w krajach z nami sąsiadujących, jak również tych odległych, gdzie toczą się ważne dla nas procesy polityczne.

Interesującym przyczynkiem do budowy narodowych mediów jest na Węgrzech konsorcjum mające wspierać własne media. U nas wiele o tym się mówiło, ale rezultatów nie widać.

W demokracjach europejskich mamy trzy modele polityki państwa wobec mediów. Jest model niemiecki, oparty na silnej ochronie własnego rynku. Istnieje też model skandynawski, gdzie media krajowe grupują się w holdingi o charakterze spółdzielczym, jak norweski Amedia Stiftelsen czy duński Egmont – i w tę stronę idą właśnie liczne, ale najczęściej małe media prawicowe na Węgrzech. No i mamy model, który śmiało możemy określić jako polski. O ile Polska jako kraj za otwarcie swoich rynków otrzymała jednak pewną rekompensatę z funduszy strukturalnych, po wejściu do UE polskie media zostały pozostawione same sobie.

Z badań przeprowadzonych na zlecenie Instytutu wśród Węgrów wynikają ciekawe wnioski na temat ich myślenia o Polsce. Okazuje się, że postać, z którą nasz kraj jest kojarzony – poza gen. Józefem Bemem – to przede wszystkim św. Jan Paweł II.

To nie jest przypadek. Wydaje mi się, że ciągle nie mamy świadomości, jakie było światowe znaczenie tego pontyfikatu i jak głęboko przeorał on świadomość wielu narodów, w tym także Węgrów. Bez wątpienia Polak dzisiaj na Węgrzech jednoznacznie kojarzony jest z gen. Bemem, a więc bohaterem ich najważniejszego zrywu niepodległościowego z XIX wieku, i Janem Pawłem II, z ciągle aktualnym przesłaniem o miłosierdziu i otwartości na drugiego człowieka. Papież Polak nadal inspiruje wielu młodych Węgrów. Spodziewam się, że być może niedługo ukażą się prace dokumentujące nieznane dotąd fakty, m.in. świadczące o tym, że kard. Karol Wojtyła jeździł na Węgry nieoficjalnie. Były to działania ryzykowne, gdyż metropolita krakowski tych węgierskich spotkań nie uzgadniał z władzami.

W tym kontekście naturalna jest informacja, że w Krakowie powstała kościelna komisja historyczna mająca przygotować dokumentację umożliwiającą rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego Jánosa Esterházyego, przywódcy mniejszości węgierskiej w Czechosłowacji w okresie międzywojennym i podczas wojny, wielkiego przyjaciela Polaków.

Ta komisja powstała z inicjatywy metropolity krakowskiego abp. Marka Jędraszewskiego i mam nadzieję, że jej prace przyczynią się do tego, że hrabia Esterházy zostanie wyniesiony na ołtarze. To jedna z piękniejszych postaci i wielki wspólny bohater narodów środkowoeuropejskich. Niestety, dotąd takie osoby są często mało znane. A powinny się znaleźć w podręcznikach szkolnych każdego z krajów tego regionu. Jestem dumny z tej inicjatywy abp. Jędraszewskiego i mam nadzieję, że także dzięki pracy prof. Arkadiusza Adamczyka, który jest przewodniczącym tej komisji, ten etap procesu zakończy się szybko. Ciągle odczuwamy deficyt informacji o sobie nawzajem, zwłaszcza w odniesieniu do ubiegłego stulecia. Nie znamy swoich świętych z tego okresu, swoich bohaterów. Instytut będzie starał się tę lukę wypełnić. O tym m.in. traktuje nasz portal, na którym także w języku węgierskim i angielskim chcemy przekazywać informacje o wspólnych miejscach naszej pamięci.

Jest tam także informacja o konkursach stypendialnych?

Rzeczywiście, w lutym rusza taki konkurs, który umożliwi m.in. naukę języka węgierskiego dla Polaków bądź polskiego dla Węgrów, różne prace badawcze, da możliwość zebrania informacji i napisania pracy chociażby o takich bohaterach jak Henryk Sławik czy József Antall. Konkurs umożliwi również współfinansowanie takich projektów jak np. wyścig kolarski pamięci Wacława Felczaka, bohaterskiego kuriera w czasie wojny, a później profesora, znawcy historii Węgier. Trasa wyścigu będzie prowadziła z Polski przez Słowację na Węgry. Konkurs jest adresowany przede wszystkim do ludzi młodych, ale żadnych ograniczeń wiekowych nie ma. Kierowany jest do wszystkich widzących sens angażowania się we współpracę polsko-węgierską, czy szerzej – środkowoeuropejską. Ma im dać taką szansę, jaką kiedyś ja dostałem, ucząc się języka węgierskiego w X LO w Katowicach. Aplikację można składać za pomocą elektronicznego kwestionariusza, liczącego zaledwie 4 strony i przyjaznego dla wypełniających.

W polskich mediach było wiele informacji o protestach przeciwko nowelizacji kodeksu pracy na Węgrzech. Jaki był wymiar tych sprzeciwów?

Węgry mają tego pecha, że niewiele osób może przeczytać o nich materiały u źródła, czyli po węgiersku. Te manifestacje, które odbywały się w grudniu i styczniu, w rzeczywistości miały minimalny rozmiar. Jak sięgam pamięcią, były to najmniejsze antyorbánowskie demonstracje w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Ku memu zaskoczeniu w polskich mediach, także prawicowych, przedstawiano je jako wielki problem społeczny czy polityczny. Faktyczne ich znaczenie było minimalne. Nawet związki zawodowe, poza jednym, zrzeszającym 1 proc. zatrudnionych w tamtym kraju, nie protestowały przeciwko zmianom. Na Węgrzech jest bezrobocie poniżej 4 proc., a nowe regulacje stanowią, że dodatkowe godziny nadliczbowe muszą być zaakceptowane przez każdego pracownika. Zmiany leżą więc nie tyle w interesie wielkich koncernów, jak to przedstawiły nasze media, ale i pracowników. Warto nie tylko w tej sprawie poznać węgierski punkt widzenia, gdyż w wielu sprawach dotyczących przyszłości Europy Środkowej czy Unii Europejskiej Węgrzy myślą podobnie jak my. Naszym zadaniem jest po prostu z tego skorzystać i temu m.in. ma służyć praca Instytutu Polsko-Węgierskiego.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    25°C Piątek
    dzień
    26°C Piątek
    wieczór
    23°C Sobota
    noc
    18°C Sobota
    rano
    wiecej »