Trudne słowa

Chrześcijanin ma pokazywać własnym życiem, że pokój jest możliwy – i że jest darem Bożym. Ma pokazywać, że można nie ulegać lękowi nawet w sytuacji oczywistego zagrożenia. W końcu – a może przede wszystkim – że można dobrem zwyciężać zło.

"Każdy z nas, należących do Kościoła, musi opuścić zamknięty świat swej indywidualności i zaakceptować towarzystwo innych osób, które dzielą z nami chleb. Musimy myśleć wychodząc nie od „ja”, ale od „my”. Znoszenie barier między nami a naszymi sąsiadami jest warunkiem wstępnym, by wejść w życie Boże, do którego jesteśmy powołani" – mówił Benedykt XVI we wczorajszej homilii, by po chwili wyjaśnić: „Jesteśmy powołani, aby przezwyciężyć nasze różnice, by nieść pokój i pojednanie tam gdzie, istnieje konflikt, do dawania światu orędzia nadziei.”

Bardzo trudne słowa dla Cypru i nie tylko dla Cypru. Bardzo trudne, bo stawiają żądanie dążenia do pojednania także z tymi, którzy postąpili wobec nas niesprawiedliwie. Słowem „my” – tym z modlitwy Ojcze nasz - powinniśmy określać wszystkich ludzi. Chrześcijan i niechrześcijan, przyjaciół i przeciwników politycznych, sąsiada i kogoś, kto umiera na drugim końcu świata. Nie ma w chrześcijaństwie miejsca na zamykanie się w swoich enklawach, na wrogość wobec innego.

Bardzo ważne słowa dla Bliskiego Wschodu, naznaczonego konfliktami. Jedyne, co może pomóc rozwiązać narosłe przez lata zatargi to zobaczenie w przeciwniku brata. Człowieka, który chciałby spokojnie i godnie żyć, a w tej chwili coraz bardziej nie widzi innego wyjścia niż walka.

"Tam, gdzie chrześcijanie są w mniejszości, gdzie cierpią niedostatek i wyrzeczenia z powodu napięć i konfliktów etnicznych i religijnych […] kapłan, wspólnota zakonna, parafia, która pozostaje mocna i nadal daje świadectwo o Chrystusie, jest niezwykłym znakiem nadziei nie tylko dla chrześcijan, ale także dla tych wszystkich, którzy mieszkają w regionie. Sama ich obecność jest wymownym wyrazem Ewangelii pokoju, zdecydowania Dobrego Pasterza, by troszczyć się o wszystkie owce, niezachwianego zaangażowania Kościoła w dialog, pojednanie i pełną miłości akceptację innego." – mówił Benedykt XVI w sobotę.

Chrześcijanin ma pokazywać własnym życiem, że pokój jest możliwy – i że jest darem Bożym. Ma pokazywać własnym życiem, że można nie ulegać lękowi nawet w sytuacji oczywistego zagrożenia. W końcu – a może przede wszystkim – że można dobrem zwyciężać zło.

To nie jest rada tylko dla Bliskiego Wschodu, choć tam została wygłoszona. To wskazówka dla nas wszystkich. Zwłaszcza, gdy czujemy się prześladowani z powodu wiary.
 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • z zapytaniem
    07.06.2010 13:45
    Jak rozumieć wychodzenie od "my" ?

    Ja chcę 7000 brutto, szef się zgadza na 5500 brutto. Jak można tu wyjść od "my" ?

    Ja chcę zbudować autostradę by zmalało bezrobocie w regionie, zieloni są przeciw, nie chcą niszczyć wspólnego dobra. A tutaj "my" będzie pomocnym kryterium?

    Ja chcę do kina, żona do wycieczkę do lasu. "My"? Chyba tylko przez wzruszenie ramion, że problem błahy.

    Ja chcę zliberalizowac gospodarkę by żyło się lepiej, kolega chce silnego państwa by żyło się lepiej. Czy wychodzenie od "my" będzie tu pomocne?

    To tylko pytania na które nie znam odpowiedzi.
  • Stanisław Miłosz
    07.06.2010 17:12

    "Z odpowiedzią".

    A gdyby tak rzucać monetą?

  • Agaton
    07.06.2010 20:07
    Co jakiś czas pokazuje się na tym portalu bardzo zgrabna damska nóżka.Chciałoby się coś pozytywnego o tym napisać ale nie bardzo wiadomo gdzie.Więc może tutaj - co niniejszym czynię.Mniemam,że szanownej Autorce w niczym to nie uchybi.
  • już bez zapytania
    08.06.2010 07:50
    Piszesz w komentarzu do mojego pytania: "może warto przestać myśleć 'ja chcę', a pomyśleć co będzie dla 'NAS' dobre".
    Chrześcijaństwo i etyka w ogóle traktuje interes jednostki jako nadrzędny. Wychodzenie od "nas" nie umożliwia znalezienia trwałego rozwiązania żadnego problemu.

    Piszesz, że "może jakiś kompromis, może jedna z opcji, a może rozstanie (zmiana pracy)". Ale przecież wychodzenie od "my" miało rozwiązywać problemy, a nie prowadzić do rozstania lub wyboru jednej opcji. Zgniły kompromis zawsze można wypracować bez myślenia wspólnotowego. Ja się pytałem co daje wychodzenie od "my". Ja wiem, że można zmusić drugą stronę do wyboru jednej z opcji, że można zerwać kontakty i znaleźć kompromis. Takie rozwiązania umożliwia myślenie w kategoriach gier, ciekawi mnie zaś co daje myślenie wspólnotowe?

    Otóż myślenie wspólnotowe daje nam to, że jeśli tych innych rozkochamy, zbombardujemy miłością, zasugerujemy poczucie winy że powinni myśleć o innych (praktyki NLP?) to mamy duże szanse, że przystaną na nasze koncepcje. I wtedy będzie wspólnota.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    27°C Piątek
    dzień
    28°C Piątek
    wieczór
    25°C Sobota
    noc
    21°C Sobota
    rano
    wiecej »