20 lat temu zmarł ksiądz Jan Twardowski

18 stycznia 2026 r przypada 20. rocznica śmierci księdza Jana Twardowskiego. Poeta, serdeczny, ujmujący człowiek był wybitnym kaznodzieją, na którego kazania do kościoła wizytek w Warszawie przychodziły tłumy. - W życiu - mówił ks. Twardowski - najważniejsze jest samo życie. A zaraz potem miłość.

Wszystkie książki ks. Twardowskiego - a napisał ich ponad pięćdziesiąt - były bestsellerami; był jednym z najchętniej cytowanych współczesnych autorów. Wers "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" jest powszechnie znany.

"Udało się, jakoś wyskoczyło mi z głowy to zdanie" - mówił ks. Jan i zagadkowo się uśmiechając dodawał: "Spotykam je w nekrologach. Często bez mojego nazwiska, ale i tak się cieszę, bo najważniejsze jest to, co napisałem, a nie, że to ja napisałem. Trzeba się pospieszyć z kochaniem innych nie tylko dlatego, że grozi nam rozstanie z kimś bliskim z powodu śmierci, lecz dlatego, że ludzie odchodzą od siebie, gdy życie jest w pełnym biegu. Zmieniają partnerów, opuszczają rodziny, skazują bliskich na samotność. Być może dochodzi do tych rozstań, bo właśnie spóźniliśmy się z okazaniem uczuć, nie dość kochaliśmy, nie daliśmy odczuć bliskiej osobie, że jest wyjątkowa".

"Bo w życiu" - mówił ks. Twardowski - "najważniejsze jest samo życie. A zaraz potem miłość. Naprawdę chodzi o miłość. Pragniemy jej od urodzin po śmierć. Niezależnie, czy jesteśmy młodzieńcami czy ludźmi starszymi, niezależnie od wieku chcemy być kochani i dawać miłość. Różne bywają jej rodzaje: miłość do Boga, młodych zakochanych, matki do dziecka, dziadka do wnuczka, profesora do uczniów. Są nie tylko cierpienia młodego, ale i starego Wertera. Człowiek czułby się oszukany, gdyby miłości nie zaznał. Niektórzy się dziwili, dlaczego stary ksiądz pisze o miłości. Ale to był mój temat".

Tuż obok warszawskiego Krakowskiego Przedmieścia, w głębi ogrodu na terenie klasztoru Sióstr Wizytek w drewnianej kapelanii mieszkał ksiądz Jan Twardowski. To było ważne miejsce. Przez lata ks. Jan miał zwyczaj, że o godzinie trzeciej po południu siadał w przedsionku zakrystii kościoła Wizytek i czekał na tych, którzy chcieli z nim porozmawiać.

Wierszami obdarzał czytelników od lat. Choć chronologia ich wydawania nie była taka oczywista. W latach 50. sam poeta unikał publikowania wierszy. Twórczość ukrył w sferze prywatności. Po latach odniósł się do tamtej epoki w wierszu "Teraz": "Ty co świecisz w oczach jak w Ostrej Bramie/ nie zapominaj/ że pisząc wiersze byłem ci wierny/ w czasach Stalina".

Dopiero w roku 1959 dzięki staraniom Jerzego Zawieyskiego ukazał się pierwszy powojenny tomik poety "Wiersze" opublikowany nakładem Wydawnictwa Pallotynów. Potem przez długie lata utwory księdza nie były oficjalnie publikowane - cenzura zrobiła swoje.

Kiedy w roku 1970 w Znaku ukazały się "Znaki ufności", a osiem lat później "Niebieskie okulary", ks. Jan z humorem komentował: "Mogę powiedzieć, że jako poeta jestem nastolatkiem", a miał już wtedy dobrze po pięćdziesiątce.

Jan Twardowski urodził się w Warszawie 1 czerwca 1915 roku w rodzinie Jana i Anieli Komderskich. Pobożność obojga rodziców była wzorem dla czwórki ich dzieci. "Rodzice bardzo się kochali i dzięki nim mogę powiedzieć, że byłem szczęśliwym dzieckiem ze szczęśliwego domu". Właśnie matka jest jedną z najpiękniejszych postaci w jego poezji. Pojawia się dyskretnie, na moment, ale niesie ze sobą wiele serdecznych uczuć i nostalgiczne wspomnienia: "i widzę wreszcie moją matkę/ w nie spalonym domu/ przyszywa guzik co się gubił stale/ Ile trzeba przejść nieba żeby ją odnaleźć".

Jeden z najbardziej dramatycznych utworów ks. Jana Twardowskiego to wiersz "Komańcza", poświęcony uwięzionemu prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu: "Kocham deszcz, który pada czasami w Komańczy/ (...) Krzyże żadne nie krwawią, gdy jest świętość i spokój/ gdy z wygnańcem po cichu drży Polska -/ wszystko proste jak wiersze - brewiarz, lampa i pokój/ drzew warszawskich na niebie gałązka".

Wiersze nienarzucające się, a trafiające prosto w serce - to twórczość ks. Twardowskiego. Nikt wrażliwiej niż on nie ukazał piękna Ewangelii i dobroci Boga. Nikt delikatniej niż on nie potrafił mówić z niewierzącymi. Ks. Twardowski lubił ich, znajdował właściwy język w rozmowie z nimi. W poezji zapewniał: "nie przyszedłem pana nawracać (...) po prostu usiądę przy panu/ i zwierzę swój sekret/ że ja, ksiądz/ wierzę Panu Bogu jak dziecko".

Ksiądz Jan lubił wieś. Jako dziecko spędzał wakacje w Druchowie, majątku stryja, potem będąc kapłanem na lato przenosił się do Lipkowa. Przyroda zawsze była jego wielką miłością i stałym tematem wierszy. Ksiądz chętnie czytywał książki przyrodnicze, zbierał zielniki. "Widzę urok szpaka, wilgi, dzikiego królika, szorstkowłosego wyżła. To samo światło pada na ludzi, na koniki polne i świerszcze" - mówił. I pisał, np. w "Suplikacjach": "Boże po stokroć święty, mocny i uśmiechnięty - /Iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę pręgowaną - /kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom -/ teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami -/ dzisiaj, gdy mi tak smutno i duszno, i ciemno -/ uśmiechnij się nade mną". "Przyroda to pamiątka raju" - mówił ks. Jan - "Ludzie sami skazali się na wygnanie z raju. Można powiedzieć, że dziś niszcząc przyrodę w dalszym ciągu opuszczamy raj".

Młodzi i dorośli czytelnicy urzeczeni jego poezją zawsze chcieli osobiście poznać autora wierszy dyskretnie prowadzących ku Bogu. Jeszcze na kilka tygodni przed ostatnim pobytem w szpitalu ksiądz przyjmował każdego, kto się wdrapał po stromych schodach na pięterko, gdzie miał swą "oazę". Były to dwa skromne pokoiki wypełnione pamiątkami, starymi fotografiami, zegarami z kukułką, figurkami aniołów, osiołków i ptaków - przedmiotami, które tak lubił.

Ostatnie wakacje ks. Jan spędził w podwarszawskim Aninie pod opieką dr Aldony Kraus. Lubił przebywać na słonecznym tarasie i spoglądać na otaczające dom wysokie sosny. Przekorny uśmiech i przenikliwe spojrzenie sprawiały, iż trudno było uwierzyć w to, że miał wtedy już 90 lat. "Przewlekła młodość, oto co mi się przydarzyło" - mówił ks. Jan.

Ks. Jan Twardowski zmarł w Warszawie 18 stycznia 2006 r. "Wszyscy chcieliśmy niemożliwego, aby dobry ksiądz Twardowski był z nami zawsze" - napisał w kilka dni po śmierci poety pisarz Piotr Wojciechowski.

Ks. Twardowski jest pochowany w krypcie zasłużonych w sanktuarium Opatrzności Bożej w Wilanowie, choć pragnął znaleźć się po śmierci na Powązkach, tam, gdzie jego rodzice. Co by na to powiedział ksiądz Jan, który najbardziej pokochał wiejskie parafie i nie ukrywał, że najlepiej mu było w "kościele z posadzką od pacierzy wytartą i krzywą (...) gdzie modliłem się, żeby nigdy nie być ważnym".

Anna Bernat(PAP)

abe/ lm/

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Autoreklama

Autoreklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
1 2 3 4 5 6 7
2°C Niedziela
noc
-1°C Niedziela
rano
-1°C Niedziela
dzień
-1°C Niedziela
wieczór
wiecej »