Na rosnący brak bezpieczeństwa w Demokratycznej Republice Konga i zupełną bezkarność ludzi odpowiedzialnych za sianie przemocy wskazuje bp Dieudonné Uringi. Podkreśla on, że na północnym wschodzie kraju, gdzie leży kierowana przez niego diecezja Bunia, rzeczywista władza znalazła się w rękach bandytów.
Stąd apel do lokalnych władz, by wreszcie stawiły czoło powszechnemu brakowi bezpieczeństwa. Bezkarność sprawia bowiem, że rebelianckie oddziały stają się coraz bardziej pewne siebie.
Bp Uringi wskazał zarazem, że dochodzi do coraz częstszych ataków na instytucje kościelne. Wiele pozostaje niewyjaśnionych. Stąd jego apel o ukaranie sprawców ostatniego mordu na ks. Jeanie-Gastonie Buli. Kapłan został zabity w niewyjaśnionych okolicznościach w nocy z 9 na 10 listopada. Po jego śmierci biskup zarządził na czas nieokreślony zamknięcie kościoła parafialnego w Nyakasanza. Brak bezpieczeństwa w tym regionie Konga przekłada się też na rosnącą liczbę uchodźców. Szacuje się, że aktualnie w obawie o życie swe domy w regionie Ituri opuściło co najmniej 40 tys. osób.
Należał do szkoły koranicznej uważanej za wylęgarnię islamistów.
Pod śniegiem nadal znajduje się 41 osób. Spośród uwolnionych 4 osoby są w stanie krytycznym.
W akcji przed parlamentem wzięło udział, według policji, ok. 300 tys. osób.
Jego stan lekarze określają już nie jako krytyczny, a złożony.
Przedstawił się jako twardy negocjator, a jednocześnie zaskarbił sympatię Trumpa.
Ponad 500 dzieci jest wśród 2700 przypadków cholery, zgłoszonych pomiędzy 1 stycznia a 24 lutego.