Św. Jan Paweł II zaniósł mnie na plecach do Kościoła

– Zrobił to poprzez cierpienie, chorobę, tracheotomię i śmierć – tłumaczy reżyser i producent filmowy Michał Bernardyn. W jego sercu decydujący przełom dokonał się w chwili odejścia papieża do domu Ojca.

Pochodzący z Wrocławia Michał Bernardyn obecnie mieszka w Warszawie. To twórca takich filmów jak „Matka od powrotów” czy „Tutelaris Silesiae” (o bł. Czesławie, patronie Wrocławia). Wśród jego ostatnich dzieł są teledysk do „Szybko 1, 2, 3” The Fedor Family, w którym rodzina z gromadką dzieci śpiewa o Bogu ocalającym z wód potopu, oraz teledysk do projektu muzycznego Aleksandry Jaromin „Jesteś piękna”.

Na rozpiętej linie

Jeszcze 20 lat temu nie mógł przypuszczać, że w jego studiu powstawać będą ewangelizacyjne obrazy. Jak wspomina, na drugim roku studiów na Politechnice Wrocławskiej świadomie odszedł od chrześcijaństwa. Miał poczucie, że nie weryfikowało się ono w życiu.

– Chodziłem przez pewien czas do kościoła wrocławskich dominikanów – wspomina. – Wyciągałem rękę na znak pokoju podczas Mszy św., a ludzie ze strachem odsuwali swoje ręce. Może dlatego, że miałem długie włosy, że nie akceptowali mojego wyglądu… Nie wiem. Poczułem jednak, że Kościół to jakaś hipokryzja. W którymś momencie zamiast pójść na Mszę, minąłem kościół i poszedłem dalej. To była świadoma decyzja o odejściu. Zacząłem szukać czegoś innego.

Duchowe poszukiwania Michała były naprawdę wnikliwe. Studiował filozofię, psychologię, psychoanalizę. Zgłębiał New Age, buddyzm, interesował się medytacją zen, jogą. – Przełomem była dla mnie książka Kena Wilbera, buddysty, który w bardzo erudycyjny sposób pisze o wszechstronnym rozwoju człowieka, a także dzieło Ericha Fromma „Sztuka miłości” – tłumaczy. – Obaj mówią, że człowiek, by się rozwijał w pełni, musi żyć w zgodzie ze sobą, z drugim człowiekiem, i w trzeciej kolejności z transcendencją – w jakikolwiek sposób ją rozumie.

Michał wspomina lekturę kolejnej, podarowanej mu książki, którą napisał buddysta lama Ole Nydahl. – Czytałem jednocześnie ją oraz Pismo Święte. Porównywałem fragmenty z obu tych źródeł, oba sposoby patrzenia na świat. Poczułem, że idę po rozpiętej w powietrzu linie – mówi. – Z jednej strony był buddyzm – ku któremu się skłaniałem, ale jednak z pewnymi rzeczami z książki O. Nydahla nie mogłem się zgodzić; z drugiej chrześcijaństwo – na którym, jak czułem, zawiodłem się. Skąd mam wziąć pewność, gdzie jest prawda? Uświadomiłem sobie, że nie pomoże mi ani moje doświadczenie, ani intuicja, ani inteligencja, ani opinie innych ludzi, nic… Zrozumiałem, co to znaczy, że wiara jest łaską. Dotarło do mnie, że szansą dla mnie jest tylko łaska przychodząca z góry, jakieś poznanie, które mnie totalnie przekroczy. Coś, co buddyzm nazywa oświeceniem. Ono przychodzi lub nie. Sam nie będę nigdy w stanie na nic się zdecydować.

Skorupa pęka

Michał wspomina, że zaczął się modlić, choć… nie bardzo wiedział do Kogo. – Modliłem się i wtedy poczułem, że to z Pisma Świętego bije jakaś moc – z Biblii, a nie z tej książki o buddyzmie. Pamiętam, że rozpłakałem się. To było przeszywające doświadczenie.

Przeszywające, ale jednak jeszcze nie decydujące. Kolejne wiązało się ze studiami. – Przygotowywałem pracę magisterską z akustyki, dotyczącą dźwięku w filmie. Na potrzeby tej pracy tworzyłem skomplikowany zestaw złożony z 6 głośników i jeszcze kilku urządzeń. Składałem ten zestaw trzy miesiące, tymczasem chyba na tydzień przed obroną ktoś mi go rozmontował – wspomina. – Odtworzyłem go, ale nie znalazłem już czasu na naukę przed obroną. Nie byłem dobrze przygotowany. Kiedy jednak złapałem klamkę, wchodząc do sali egzaminacyjnej, przeszyła mnie taka myśl nie do odparcia: „Wybierz siódme”.

Do wylosowania miał dwa pytania – z podstawowego i rozszerzonego zakresu wiedzy. Z obu serii wybrał siódme. Okazało się, że idealnie wpisywały się w posiadane przez Michała wiadomości. Obrona pracy wypadła wspaniale. „Bóg chyba jednak istnieje, skoro takie rzeczy się dzieją” – pomyślał wtedy.

Kluczowe doświadczenie przyszło wiosną 2005 r. Jan Paweł II odchodził. – Pamiętam dobrze ostatni etap jego życia – różne zabiegi, tracheotomię, cierpienie. Po ludzku było mi go żal jako człowieka, poruszała mnie jego książka „Przekroczyć próg nadziei”, ale jednak nie był wtedy jeszcze dla mnie autorytetem jako papież – mówi. – 2 kwietnia miałem akurat pójść na jazzowe jam session do wrocławskiego klubu Rura. Coś mnie jednak tknęło. Myślę sobie: tu rozgrywa się jakaś ważna rzecz, człowiek umiera. Będzie głupio, jak mnie ta śmierć zastanie bawiącego się gdzieś, pijącego piwo.

Został w domu. Śmierć papieża „poczuł”, zanim ją ogłoszono. – Nagle coś pękło w moim sercu, zniknęła jakaś skorupa. Poczułem ciepło, które się rozlało we mnie. I w tej chwili ogłosili w telewizji, że Jan Paweł II umarł – wspomina. – On odszedł, a ja zrozumiałem, że we mnie nastąpiła przemiana, że rozlała się w moim sercu łaska. Poczułem, że papież po prostu zaniósł mnie na plecach do Kościoła. Zaniósł mnie w tym całym cierpieniu ostatnich dni swojego życia – pewnie razem z milionami innych ludzi, grzeszników. To była łaska, którą on wysłużył.

Jest blisko

Michał dodaje, że dzięki życiu papieża i całej jego duchowej spuściźnie zrozumiał, że Jezus Chrystus jest jedyną Drogą, Prawdą i Życiem, chociaż ziarna tej prawdy można też znaleźć po drodze w innych nurtach duchowości. Jego życie zmieniło się odtąd nie do poznania.

– Po dwóch tygodniach od śmierci Jana Pawła II zdecydowałem się na spowiedź. Poszedłem do dominikanów – do tego miejsca, z którego kiedyś świadomie odszedłem – mówi. – Wyspowiadałem się. Wypowiedziałem przed jednym z ojców, twarzą w twarz, swoje grzechy. Także te, o których, jak sądziłem wcześniej, nie byłem w stanie nikomu powiedzieć. Przez dwa tygodnie potem chodziłem, jakby mnie ktoś niósł na szelkach. Choć miałem w tamtym okresie stany depresyjne, wtedy nie byłem w stanie nawet pomyśleć czegoś, co by mnie zdołowało. Byłem jakby na „haju”, szczęśliwy po siedmiu latach niekorzystania z sakramentów, odrzucenia Boga. Moje życie odwróciło się do góry nogami. Wróciłem do Kościoła, zacząłem szukać wspólnot. Dołączyłem do dominikańskiego duszpasterstwa postakademickiego Trzy Czwarte, do wspólnoty Galilea. Tam się zacząłem nawracać. W pewnym momencie odkryłem, że jestem w trzech scholach, codziennie przychodzę do kościoła. Od tego nawrócenia przez 10 lat prawie każdego dnia uczestniczyłem w Mszy św.

Studia na PWSFTViT w Łodzi (produkcja) i kolejne doświadczenia prowadziły Michała coraz głębiej w świat filmowych obrazów. Jako reżyser, producent, scenarzysta, montażysta, realizator dźwięku niejeden raz doświadczył ponownie obecności Jana Pawła II. Choćby w pracy nad filmem „Matka od powrotów” – którego tytuł nawiązuje do kapliczki przy Morskim Oku.

– To w jakimś sensie podjęcie duchowej spuścizny papieża – wyjaśnia. – Film mówi o ludziach odnajdujących w górach Boga. Dokładnie do tego prowadził Karol Wojtyła swoich studentów. Piotr Pałka zaproponował mi zrobienie tego filmu i nagle się okazało, że tam jest Jan Paweł II – obecny duchowo. W ubiegłym roku współpracowałem z Centrum Myśli Jana Pawła II przy jednej z inicjatyw upamiętniających papieża. On wciąż się pojawia, choć ja o to nie zabiegam. Jest blisko.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Pobieranie... Pobieranie...

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
4°C Wtorek
rano
6°C Wtorek
dzień
7°C Wtorek
wieczór
4°C Środa
noc
wiecej »